Wyprawy rowerowe i nie tylko...

Madera

Madera 2010 – dzień 4

słońce i niebo ostro lśni….
….tak dobrze mi tak dobrze mi….

Tym cytatem z Maanamu rozpoczynam kolejny dzień tutaj. Rano wyjście do katedry na mszę, potem kilkadziesiąt minut czekania. W międzyczasie odwiedzam park. O 11:40 autobus do Curral das Freiras – wsi w której skończyłem wczoraj spacer. Za kierownicą kobieta – nie mam nic przeciw płci pięknej za kierownicą, ale jazda za kółkiem tutaj wymaga naprawdę silnych nerwów. po 3 dniach w tutejszych autobusach będę miał dość kolejek górskich na najbliższe kilka lat. Dzisiaj dla odmiany wymyśliłem sobie wycieczkę po levadzie, czyli kanale służącym do transportu wody z gór. Biegnie on niej więcej po poziomicy przez np 15 km. Levad jest tutaj dużo – ponad 1000 km. Początkowo jest tak jak sobie wyobraziłem na podstawie zdjęć w przewodniku. Po chwili szlak zaczyna być jednak mniej utrzymany.
Jakoś zlekceważyłem wcześniej, fakt, iż w przewodniku trasa jest opisana jako one of the most frightening. Barierki znikają a wąska ścieżka wiedzie dobrych kilkadziesiąt metrów nad dnem doliny po kolejnej chwili okazuje się, że pod względem trudności w zasadzie czeka mnie powtórka z dnia wczorajszego. Wychodzę „nieco” podrapany. Jakoś znów umknęło mi przed wyjazdem zdanie, że na tę trasę należy zabrać parasol.

Jutro o tej porze będę już w samolocie do Lizbony, ale przed tym muszę się zdecydować jak spędzić dzień. Do wyboru mam jeszcze jedna wycieczkę po levadzie, albo zwiedzanie ogrodu botanicznego i jakaś plaża może jak jakąś znajdę, no i nie wiem co zrobić bo zdążę na tylko jedno. Jakieś podpowiedzi? 😉

Poprzedni artykuł
Madera 2010 – dzień 3
Kolejny artykuł
Madera 2010 – powrót