Dąbrowa Górnicza – Mosnov
Dystans – 145, 2 km

Wyjazd zaplanowaliśmy około 8.00 rano – po Mszy Św. Gdy spotykamy się o 7.00 Tomek robi ostatnie poprawki przy pedale i oponie, które powodują że wyjazd opóźnia się prawie o pół godziny. Przed wyjazdem spotykamy się z Łukaszem, który chce przejechać część trasy pierwszego dnia z nami. O 9.00 jesteśmy gotowi i jazda! Z początku nie jesteśmy przyzwyczajeni do aż tak ciężkich sakw i szwankuje trochę nasza równowaga ale z każdym kilometrem jest coraz lepiej. W Tychach mijamy pieszą pielgrzymkę do Częstochowy – chyba mamy coś wspólnego. Pierwszy postój w Wyrach – Tomek wymienia wentyl, który wydaje się na że „popuszcza”. Zaraz potem opuszcza nas Łukasz. Przez pierwsze kilometry które pokonujemy sami dominuje temat „jak to będzie” W Suszcu spotykamy Ślązaków – pierwszych cykloturystów na trasie – życzą nam powodzenia. Po przejeździe przez Żory zaczynają się małe wzniesienia, przeszkadzają nam także ciężarówki. W Połomii ważymy rowery (w punkcie skupu złomu), ważą 50 kg, ale waga ma dokładność do 50 kg :-). Na drugiej wadze w Mszanie z dokładnością do 1 kg wychodzi 40 kg na 1 rower. Tuż przed granicą ostatnie telefony do domu – w końcu nie wiemy kiedy uda nam się porozmawiać za względnie niewielkie pieniądze. Niezwykle uprzejmy pogranicznik w Chałupkach sprawdza czy mamy zapasowe opony, dętki i namiot… i Czechy stoją przed nami otworem. Przejeżdżamy przez Bohumin i Ostrawę. Daje się odczuć zmęczenie – pierwszy dzień mimo wcześniejszych treningów jest męczący, a dodatkowo jedziemy główną drogą przez miasto. Za Ostrawą, która wydaje się nie mieć końca ładne widoki na góry Oderskie. Gubimy drogę, ale potem okazuje się, że jednak był objazd. Pierwsza próba noclegu na gospodarza spalona – ale za to już wiemy, że namiot to „stan”. Po komentarzu nt. naszej trasy – „Jezus Maria” jedziemy dalej. Drugie podejście w następnej wsi jest lepsze. Śpimy w „centrum” wsi w sadzie, dostajemy wodę i jabłka wraz z pytaniem w pięknym czeskim języku: „a rano pojdietie precz?” Potwierdzamy, zaraz potem wkładamy rowery do namiotu i sami również wpełzamy do śpiworów.