Lappach – Steinlach
Dystans – 118,52 km

Dzisiejszy etap z założenia odpoczynkowy. Rano dostajemy zaproszenie na śniadanie od gospodarzy przekazane przez ich 5 letnią córkę. Pyta nas po niemiecku: „czy mamy ochotę na kawę”. Taaa, żaden z nas nie pije kawy, ale jej to wytłumaczyć? Dziewczę nie reaguje na żadne nasze odpowiedzi, dopiero, gdy zrezygnowani mówimy: „tak, mamy ochotę na kawę” uśmiecha się promiennie i biegnie do domu. Za chwilę siedzimy na tarasie i oglądając poranne mgiełki pijemy nieszczęsną kawę, zajadając się tostami. Ale „komu w drogę, temu w nosek nogę” i w niedługim czasie dojeżdżamy do Monachium. Z daleka widać charakterystyczny wieżowiec BMW. Zwiedzamy najpierw Englischer Garten i jemy tam śniadanie. Potem jedziemy do Parku Olimpijskiego. Oglądamy Stadion Olimpijski – trzeba przyznać że robi wrażenie, wjeżdżamy na wieżę (jakieś 300m.). Miało być widać Alpy, ale nie było to nam jeszcze dane 🙂 lekka mgiełka zrobiła swoje, ale widok i tak jest świetny. Z Parku Olimpijskiego jedziemy w stronę starówki. Poruszanie po mieście znacznie ułatwiają ścieżki rowerowe, poprowadzone wzdłuż prawie każdej ulicy. No i ta kultura kierowców… Oglądamy starówkę, a raczej próbujemy obejrzeć, gdyż towarzyszy nam chyba z 1000000 turystów 😉 Wydostajemy się szczęśliwie ze starówki przy pomocy jakiegoś Monachijczyka, który chciał pozostać anonimowy. Docieramy do siedziby FC Bayern – (Tomek nalegał, no cóż – bycie fanem zobowiązuje :-)). Wyjeżdżamy z miasta z przeświadczeniem, że jest tragicznie późno. Do Alling, gdzie planowaliśmy nocleg docieramy po 20:30 i już za późno by kogoś znaleźć. Jakiś tutejszy poleca nam jeziorka niedaleko miasteczka, ale miejsca na rozbicie namiotu tam nie znajdujemy. Koniec końców decydujemy się na nocleg w lesie. Noc jest ciepła, więc nie rozkładamy namiotu (a może dlatego że nie ma na to miejsca) ;-), przykrywamy rowery tropikiem, żeby za bardzo nie błyszczały – i próbujemy zasnąć. Noce w lesie bez namiotu mają swój urok…