Visp – St. Niklaus – Zermatt
35.99 km, avg 8.5 km/h, max 47.9 km/h

Rano z rodakami wybieram się na Mszę Św. Niestety Msza jest godzinę później niż myśleliśmy, więc spędzamy ten czas na spacerze po starówce i zakupach na bahnhofie. Po Mszy żegnamy się – moi znajomi również udają się do Zermatt, ale pociagiem, ja natomiast wracam na camping, aby przygotować się do wyjazdu. Trasa wydaje się być płaska, każdy odcinek na mapie ma nachylenie średnio 2,6%. tyle że okazuje się, że najpierw jest dłuuugo płasko, po czym parę km ostrego podjazdu i tak w koło Macieju. Po drodze omijam jeden z tuneli, drogą dla rowerów, jednak gdy pojawiają się roboty drogowe, i objazd rowerowy kieruje mnie 200 m w dół doliny, decyduję się na ryzyko, i oczywiście okazuje się, że da się przejechać wzdłuż robót. Znów płasko do St Niklaus, potem podjazd i tak na zmianę, aż do Randy, przed którą jest krótki odcinek z serpentynami. Potem już długa prosta wzdłuż pola golfowego, aż w Täsch pojawia się zakaz jazdy pojazdów silnikowych. Droga się również zwęża i dojeżdżam do kurortu, który zaczyna się kilkoma budowami. Camping w Zermatt jest, i to jest jego jedyna zaleta. Obskurne łazienki, podpity recepcjonista, ale za to jak tanio!. Krótki spacer po kurorcie, podziwianie szejków i Azjatów, i sen.