Jadąc na Bałkany myślimy najpierw o Chorwacji, potem o Czarnogórze, na myśl przyjdzie nam Sarajewo i Mostar. Kosowo pojawia się gdzieś na samym końcu, jednak mimo wszystko warto zajrzeć tam choćby przejazdem. Bez wątpienia nie będziemy narzekali tutaj na nadmiar turystów, i mimo, że nie ma tutaj spektakularnych atrakcji i widoków, na pewno nie będzie to zmarnowany czas.

Jak dojechać?

Najkrótsza droga z południa Polski do Kosowa wiedzie przez Budapeszt, Belgrad i Nisz. Niestety, jeśli wpiszemy tę trasę w Google Maps, nawigacja pokaże nam skomplikowaną drogę przez Macedonię. Wygląda na to, że Google Maps nie uznaje kosowsko-serbskich przejść granicznych. Nie ma co się tym przejmować, i spokojnie można zaplanować przejazd przez granicę kosowsko – serbską np. w Merdare, które oddalone jest od Prisztiny o niewiele ponad 30 km.

Jadąc tą trasą należy zakupić winiety na przejazd węgierskimi autostradami – koszt dziesięciodniowej to około 40 zł (2975 HUF), natomiast za miesięczną zapłacimy w przeliczeniu 63 zł (4780 HUF). Winiety kupujemy tutaj, i teoretycznie nawet nie musimy jej drukować, gdyż nasze tablice rozpoznawane są zdalnie przez system kamer.

W Serbii czeka nas bardziej swojska opłata na bramkach autostradowych. Jadąc do Kosowa będziemy usieli uiścić taką opłatę trzykrotnie – dwa razy na odcinku granica – Belgrad (240 i 330 RSD, czyli około 8,5 i 12 zł) i raz na pozostałym odcinku (za Belgradem jest już tzw. zamknięty system opłat, czyli płacimy na zjeździe za odcinek który przejechaliśmy – do Niszu jest to około 26 zł).

Niewielki kosowski fragment autostrady w stronę Albanii w listopadzie 2014 roku był bezpłatny.

Gdzie przekroczyć granicę, i z czym to się wiąże?

W Internecie pojawia się sporo informacji o trudnościach z przekraczaniem granicy serbsko-kosowskiej, jeśli wcześniej wjechało się do Kosowa bezpośrednio z Macedonii, Albanii, bądź Czarnogóry. Podobno serbska straż graniczna nie uznaje kosowskich posterunków granicznych (w końcu dla nich to Serbia), i może utrudnić poruszanie się dalej. Osobiście nie mieliśmy okazji przekraczać granicy w tym kierunku, dlatego, jeśli ktoś ma doświadczenie w tej kwestii może podzielić się wiedzą w komentarzu 🙂

Jadąc na Bałkany należy pamiętać o pobraniu od swojego ubezpieczyciela tzw. zielonej karty. Niestety, zielona karta nie obowiązuje w Kosowie, dlatego przekraczając jego granice należy wykupić na przejściu granicznym dodatkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Jadąc w celach turystycznych w zupełności wystarczy wykupić najtańszą opcję ważną miesiąc, która kosztuje 30 €.

Podróż samochodem

Podczas naszego wyjazdu byliśmy parokrotnie zatrzymywani przez policję, dlatego zalecamy, aby dość skrupulatnie przestrzegać ograniczeń prędkości. Niestety są one dość uciążliwe, gdyż w mniejszych miejscowościach praktycznie zawsze obowiązywało ograniczenie do 40 km/h. Dodatkowym urozmaiceniem podróży są progi zwalniające, które najczęściej są wykonane z asfaltu, i nie są w żaden sposób pomalowane ani oznaczone, co przy szybszej jeździe potrafi mocno zaskoczyć kierowcę i zawieszenie samochodu. Należy też uważać na dużą ilość bezpańskich psów, które często spędzają czas przy głównych drogach i potrafią niepostrzeżenie wbiec pod koła naszego samochodu.

Ceny paliw w Kosowie są stosunkowo niskie (LPG w listopadzie 2014 po około 2,40 przy polskich cenach 2,50 i 2,80-3 zł w pozostałych krajach). Stacje benzynowe są dosłownie wszędzie, przy głównych trasach niemal co kilometr można zauważyć gigantyczne stacje. Jeśli jednak wjedziemy na autostradę w stronę Albanii musimy szukać szczęścia zjeżdżając z autostrady, gdyż nowiutka trasa nie ma jeszcze w ogóle miejsc odpoczynku i stacji.

Bezpieczeństwo

Przed naszym wyjazdem znajomi dopytywali, czy na pewno chcemy tam jechać pozbyć się swoich nerek, które nagminnie są wycinane w Kosowie, i czy w ogóle życie nam miłe. Po przyjeździe mogę z całą pewnością stwierdzić, że jadąc do Kosowa wystarczą zwykłe środki ostrożności potrzebne przy wyjeździe do jakiegokolwiek innego państwa. Nikt nas nie okradł, nie pobił itp. w każdym kraju są miejsca bezpieczne bardziej i mniej, i wszędzie należy uważać. Jadąc samochodem należy przygotować się na zestaw silnych wrażeń związany ze sposobem jazdy miejscowych, zwłaszcza poruszając się po centrum Prisztiny.

Komunikacja publiczna

Połączenia kolejowe w Kosowie funkcjonują w dość ograniczonej formie. Dostępne są dwie trasy z Prisztiny do Peje oraz do Skopje. Na trasie do Peje kursują dwa pociągi dziennie, a do Skopje jeden. Strona kolei kosowskich to trainkos.com, jednak mimo zachęcającego adresu strony rozkłady i trasy dostępne są tylko po albańsku.

Bez problemu będzie można na pewno podróżować autobusami. Główny dworzec autobusowy w Prisztinie znajduje się w okolicach węzła drogowego na końcu alei Billa Clintona (około 1,5 km od katedry Matki Teresy).

Co zobaczyć?

Kosowo nie ma atrakcji turystycznych zdolnych przyciągnąć miliony, jednak stanowi to jeden z większych plusów pobytu tutaj. Gdy już rozejrzymy się po Prisztinie, warto wybrać się na jeden dzień do Prizrenu. Z pomocą komunikacji miejskiej dotrzemy też bez problemu do Gracanicy. Do miejsc takich jak Novo Brdo jednak będzie już potrzebny samochód. Kolejnym celem podróży może być Peje. Oprócz klasztorów w Peje i Visoki Decani warto będzie wybrać się w położone tuz za miastem góry Przeklęte. Jeżdżąc samochodem w okolicach Prisztiny warto również odwiedzić niedźwiedzie w Bear Sanctuary Pristina, i wrzucić im symboliczne euro na śniadanie. 😉

Co przeczytać?

Nie ma na polskim rynku przewodnika turystycznego opisującego jedynie Kosowo. Rozdziały o Kosowie znajdziemy za to w każdym z przewodników po Bałkanach popularnych polskich wydawnictw. My podczas wyjazdu mieliśmy ze sobą całkiem niezły przewodnik w języku angielskim Kosovo wydawnictwa Bradt.

Oprócz lektury papierowej, warto zapoznać się z blogami osób, które piszą o Bałkanach. O Kosowie bardzo ciekawie piszą między innymi autorzy bloga Odkrywamy Interior.