this is the end…

No i stało się… Minął niemal ostatni dzień urlopu 🙁 wybrałem bramkę nr dwa i wybrałem się rano najpierw do ogrodu botanicznego. Rzeczywiście ładny, dużo lepszy od tego w Padwie 😛 Na żywo można zobaczyć to co nasze mamy i babcie hodują w doniczkach. potem wsiadłem w autobus i przemieściłem się do miasteczka Santa Cruz, oddalonej o jakieś 500 m od lotniska 😉 Tam spędziłem jakieś 3 godziny na plaży zażywając kontaktu z oceanem i kamieniami na plaży, a także obserwując samoloty, które bezpośrednio nad plażą podchodziły do lądowania. Aż się nie chciało ruszać. Z plaży na lotnisko można dostać się na piechotę, pod warunkiem przekroczenia nielegalnie autostrady. Na lotnisku czas do odlotu spędzam na tarasie. Teraz tylko lot o 20:10 do Lizbony, potem rano przez Madryt i Charleroi do Pyrzowic 🙁 szkoda ze to tak szybko zleciało…

211

Lot do Lizbony bez przeszkód. Najpierw przelot nad Porto Santo, potem już się ściemniło, zatem widoki żadne aż do momentu podejścia do lądowania nad Lizboną. Lizbona ma podobną konstrukcję airside co Madryt, postanowiłem więc nie wychodzić z niej czekając na lot o 7:30.

13.07.2010

Niektóre z gate’ów na lotnisku w Lizbonie są bardzo ciekawie ułożone, tworząc jakby osobne pokoje, przez co są bardzo wygodne do spędzenia nocy. Układam się więc w jednym z zakamarków i nieniepokojony śpię do 3:30 gdy….. budzi mnie sms od Easyjeta ”we regret to inform, that due to unforeseen circumstances your flight today is cancelled”. O kurrrrr… Jadnak muszę wyjść z airside. Kawa, i oczekiwanie przed stanowiskiem easyJeta. Oczywiście pani w okienku nie chce podjąć żadnych innych działań poza przebookowaniem na lot easyJetem za dwa dni. W pracy muszę być akurat wtedy, także zmuszony jestem do zakupu na najbliższy lot TAPem. No cóż, trzeba będzie wydobyć pieniądze od easyJeta później. Po zakupie biletu widzę, że kolejka przy stanowisku easyJeta jest już bardzo długa, a sytuacja coraz gorętsza. Niestety mój lot jest już niedługo, udaję się zatem znów do kontroli bezpieczeństwa. Mój bilet uprawnia mnie do przejścia do kontroli poprzez „fast track”, omija mnie zatem czekanie w kolejce. Lot do Madrytu bardzo przyjemny, trwa niecała godzinę. Samolot identyczny jak ten, którym leciałem na Maderę. Po chwili od startu załoga rozdaje śniadanie, na które składa się kanapka, jogurt i soczek. Moje miejsce jest tuż za klasą biznes, niestety na środku. Wysiadam w Madrycie, i dochodzę do gate w momencie gdy zaczyna się ustawiać się kolejka do mego lotu do CRL. Kolejny lot typowy jak każdy Ryanem. Po dwóch godzinach melduję się w CRL. To mój pierwszy raz tutaj. Wrażenie jest negatywne, maleńki terminal i mnóstwo ludzi. Pomimo ponad dwóch godzin do odlotu do Katowic przechodzę kontrolę bezpieczeństwa,. W airside jest już dużo luźniej. Obserwuję boarding kilku samolotów Ryana. W końcu pojawia się nasz landrynkowy airbus.

Po wejściu na pokład kapitan wita nas po polsku oznajmiając, że przed nami przepiękna trasa i czeka nas kilka burz po drodze, czym wzbudza zmieszanie na twarzach pasażerów. Pomimo tych zapowiedzi lot jest bardzo spokojny, i dopiero tuż przed podejściem do lądowania mijamy z daleka potężnego cumulonimbusa. Pierwszy raz samolot zniża lot nad centrum Katowic, co powoduje, że mogę najpierw przyjrzeć się Spodkowi z lotu ptaka, a potem również pierwszy raz lecę nad swoim osiedlem.

W Pyrzowicach krótkie zamieszanie związane z awarią rolety przed stanowiskami SG, stąd jesteśmy poproszeni jeszcze raz na płytę, aby przejść do wyjścia kolejnymi drzwiami. Jeszcze chwilka oczekiwania, i już czeka na mnie samochód którym udam się do domu.