Dzisiaj rano zszedłem na śniadanko jak na grzecznego wczasowicza przystało. Po śniadaniu szybkie pakowanie i na autobus który mnie ma zawieźć do Boca do Encumeada czyli w okolice gór. Kilka słów wyjaśnienia odnośnie turystyki tutaj. Wczoraj dowiedziałem się w informacji turystycznej od wyjątkowo nie chcącej pomoc starszej pani żeby nie powiedzieć starej (…) że w najbardziej turystyczne rejony czyli Pico de Areiro i Rabaçal nie jeździ żadna komunikacja publiczna. Pani kpiącym tonem stwierdziła ze zostaje mi autostop, ale na moim miejscu na zbyt wiele by nie liczyła (pozwolę sobie później wrócić do tego wątku). Nawet jeśli dany autobus jest w kierunku „tam” to zazwyczaj jeden lub dwa dziennie i to nie znaczy że będzie z powrotem, i tak jest w moim przypadku. Czyli z miejsca które chce osiągnąć muszę gdzieś dojść niekoniecznie wracając w to samo miejsce. Wsiadam wiec do autobusu „Rodoeste” który jest odpowiednikiem naszych PKS i ruszamy.

068

W autobusie jedzie również polska rodzinka, która głośno po polsku komentuje rożne rzeczy myśląc ze nikt ich nie rozumie 😉 Autobus odległość 15 km pokonuje jakieś 1,5 godziny wijąc się przez wszystkie wioski od 0 m n.p.m. do 300 i tak kilka razy wspina się po wąziutkich drogach z wieloma zakrętami. W końcu po 2 godzinach jestem na miejscu, w miejscowości Encumeada. Dziarsko ruszam na szlak. Szlak według tego co przeczytałem ma nie wspinać się na żadne szczyty, tylko łagodnie wznosić się wzdłuż doliny na przełęcz poniżej szczytu Pico Grande, a potem prowadzić w dół do kolejnej miejscowości – Curral das Freiras. I tak w sumie jest, tyle że po 5 km wygodnej ścieżki ścieżka coraz bardziej zarasta i łagodnie mówiąc jest słabo utrzymana, pokazują się zniszczenia spowodowane zimową powodzią. Po powrocie przeczytam, że ten akurat szlak jest zamknięty.No ale wśród dominującej roślinności idę dalej. Po drodze mijam się parokrotnie z dwójką niemieckich turystów i są to w tym dniu jedyne dwie osoby na szlaku. Miła odmiana po dniu wczorajszym. Wspólnie pokonujemy klika trudniejszych miejsc. Szlak już całkiem zarośnięty prowadzi poniżej dużych urwisk. Za przełęczą szlak jest już dużo lepszy, i sprowadza ostro w dół do wioski. Najbliższy autobus z racji soboty jest dopiero za dwie godziny, wiec wypijam cole i idę dalej (2,5 km) myśląc ze będzie ich więcej. Cóż za lekkomyślność. Po drodze (tu powrót do wątku autostopu) zatrzymuje się z własnej woli jadący ciężarówką tubylec, i proponuje mi podwiezienie 😀 no no…

Kolejna ciekawostka – na rozkładzie podane są tylko godziny odjazdów z początkowego i końcowego przystanku, także trzeba się domyślać kiedy jest autobus, zwłaszcza ze nie jedzie prosta droga, tylko zalicza wszystkie przysiółki po drodze. Ale na tym polega życie bez stresu 😉 nigdy nie możesz narzekać ze autobus ci się spóźnił. Czekając na autobus przeżyłem chwile grozy gdy zobaczyłem swój autobus, który mija mnie w zupełnie przeciwnym kierunku. Patrze na rozkład- następny za jakieś 3 godziny. Na szczęście przechodząca kobieta dostarczyła mi informacji ze on tylko jedzie do wioski obok i za chwile będzie z powrotem. Uff. Na przystanku śmieje się do mnie kilkuletnia dziewczynka. Gdy po jakimś czasie wysiada, ja zapatrzony za okno czuje ze ktoś mnie ciągnie za plecak. A, to tylko dziewczynka chciała mi oznajmić ze wysiada, i pomachać na pożegnanie 🙂

Z ciekawostek na dziś: udało mi się znaleźć wg wskazówek z internetu willę w której mieszkał przez trzy miesiące marszałek Piłsudski. W Funchal jest poza tym rondo Piłsudskiego i jego pomnik, a przed katedra wita nas… Jan Paweł II.

090