Cerveny Klastor – Nowy Sącz
65,46 km

Rano zbieramy się bardzo powoli, wiedząc że dopiero na 17.30 musimy być w Nowym Sączu. Niemal delektujemy się jazdą Drogą Pienińską, zatrzymując się często. W Szczawnicy przekraczamy granicę. W Krościenku robimy pierwsze zakupy i odwiedzamy centrum Światło – Życie, a następnie wzdłuż Dunajca ruszamy w stronę nowego Sącza. Pierwsze 15 km jest niemiłe, ponieważ musimy walczyć z wiatrem. Na szczęście w Łącku droga zmienia kierunek, i następne kilometry pokonujemy z wiatrem niemal dokładnie w plecy i dużo wyższą średnią prędkością. Mijamy bardzo ładny Stary Sącz, i dojeżdżamy do Nowego. Chwila błądzenia w poszukiwaniu dworca PKP… i oto koniec wyprawy. Ale to nie koniec przygód. Okazuje sie że osobowy pociąg z Krynicy przyjeżdża w postaci 1x EZT, na dodatek z 1 klasą (!) pech chce że na końcu składu, gdzie się wpakowaliśmy nie ma przedziału bagażowego, tylko 1 klasa. Zgodne z instrukcją konduktora musimy sie przesiąść do wagonu dla rowerzystów, który istnieje w środku składu w postaci “żeberek” zainstalowanych w miejscu wyjętych jednych siedzeń. Po zdjęciu sakw i zamocowaniu rowerów w pionie nie ma miejsca na nic, na dodatek musimy rowery przymocować naszymi gumami, bo jako mocowanie do żeberek dodane są tylko cienkie sznureczki. Po prostu PKP… dobrze że chociaż możemy usiąść. Dojeżdżamy do Krakowa, gdzie windą przedostajemy się na inny peron, przy którym stoi nasz pociąg do Katowic, na szczęście z normalnym wagonem bagażowym. Ładujemy rowery i czekamy na odjazd. Na peronie widzimy Henryka Kasperczaka, a przynajmniej jego sobowtóra 😉 Z Krakowa wyjeżdżamy w towarzystwie jednego starszego żula, i kilku młodych żulików w korytarzu, którzy na szczęście wysiadają w Krzeszowicach. Do Katowic przyjeżdżamy po 23.10 spóźnieni o 10 minut, na peronie czeka na nas tata Marka, pakujemy więc tradycyjnie rowery do Transita i udajemy się w stronę domu… 🙂

slo5