Svatoborice-Mistrin – Rohrendorf
148,92 km

Poranek przywitał nas paraliżującym chłodem, który sprawiał, że nijak nam się chciało wyjść z ogrzewanego nami namiotu. Ale wyjście zajęło mniej czasu niż wczoraj, więc już krótko po szóstej Marek wyszedł by zagrzać wodę na herbatę i przy okazji ogrzać ogniem z kuchenki okolice namiotu:) To oraz kilka innych czynników (m. in. Słońce) spowodowało wyjazd ok. 8.15, czyli nie najgorzej. Świadomość tego, że mamy przejechać dziś 150 km zmniejszała nasze morale. Prawie cały czas trzeba było się spieszyć, a rzeźba terenu skutecznie w tym przeszkadzała. Do góry na 300 i w dół na 50 m n.p.m.. Przekroczenie granicy czesko- austriackiej tego nie zmieniło, a wręcz dołożyło jeden irytujący element jakim był wmordewind. Wyżej wymieniony sprawiał również, że na zjazdach trzeba było nieźle się napedałować żeby jechać 20 km/h. Potem już zaczęliśmy intensywnie myśleć o tym, jaka będzie konsekwencja tego, że u umówionych znajomych do których jechaliśmy mieliśmy przybyć na następny dzień (błąd w dodawaniu w zakresie 10). Ostatkami sił dojechaliśmy do miasta docelowego i poczekawszy całe 4 minuty pod furtką zostaliśmy przywitani niezwykle przyjemnym widokiem uśmiechu gospodyni 🙂 Konsekwencje pomyłki nie były duże. (Według mnie one generalnie po prostu nie były :D). Kolacja była „skromna”, ponieważ „tomorrow we will going to the shopping for you”:) Oczywiście można się domyśleć jaka to była skromność 😀 Sytuacja „zmusza” do pozostania na jeden dzień u Gospodarzy, ale nam to za specjalnie nie przeszkadza:) a nawet jest na rękę, gdyż jutro okaże się że cały dzień padał deszcz.