Koniaków – DG
110,71 km

Przyjechali idealnie przed czasem. Ale usłyszeliśmy ich i wyszliśmy zanim zdążyli nawet krzyknąć „POBUDKA!!”;D jeden zero dla nas:D pomagamy im się rozpakować, jemy śniadanie, żegnamy się i jedziemy do domu. Ostatnią, znaną już trasę, pokonuje się znacznie łatwiej. Po drodze chcemy się zatrzymać przy brzegu Wisły, żeby się ochłodzić, znaczy oni chcą. Ale ja jak zwykle nie miałem racji, bo był to jeden z najprzyjemniejszych postojów. Ochłodziliśmy się, pobawiliśmy, zrobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy dalej. Dziwnym trafem mieliśmy jakieś chody u góry, bo na odcinku między Wisłą a Skoczowem trafiliśmy na dokładnie jedną kaskadę na Wiśle, na której nie było w ogóle ludzi… Po drodze namierza nas Tata przez sieć GSM, proponując wzięcie sakw i worków, znanym już skądinąd Transitem. „Tylko głupi odmawia kiedy mądry prosi”, więc od Tychów jechaliśmy bez obciążenia. Co się dało poznać po czasie w jakim pokonaliśmy ten dystans. Jechało się świetnie. Trochę pod koniec postraszyła nas burza, która podkręca jeszcze naszą prędkość. Dojeżdżamy pod blok, gdzie czeka na nas, najbardziej pożądany przeze mnie obraz od ostatnich dni. MAMA 🙂 mała sesja zdjęciowa, opróżnienie transita i oficjalne zakończenie wyprawy.

mag5