Dąbrowa Górnicza – Bergamo – Baveno
15.12 km, avg 13.77 km/h, max 23 km/h

Ciężko było nazwać snem ten okres pomiędzy koncertem U2, a wyjazdem na lotnisko. Pomiędzy 1 w nocy a 6 rano jeszcze resztki pakowania, na szczęście w ostatniej chwili dowiaduję się, że będę miał podwodę na lotnisko, zatem drzemkę mogłem przedłużyć o niemal godzinę. Na lotnisku szybkie pakowanie roweru, ważenie, pozbycie się niepotrzebnych 3kg, i Tomek z tatą odjeżdżają. Zostaję sam z myślami jak sobie poradzę po raz pierwszy sam. Ciemne chmury w mózgu trwają jakieś 2,5 minuty. Po ustawieniu się do kolejki do check-in natychmiastowo poznaję się z Michałem i Zbyszkiem, którzy wybierają się na Mt. Blanc i masyw Monte Rosy. Wśród wesołych rozmów przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa, na której musiałem pozbyć się nożyczek, nieopatrznie zostawionych w kieszeni po pakowaniu roweru. Przed boardingiem widzę przez szybę jak pudło z moim rowerem wesolutko podskakuje na szczycie wózka z bagażami. Ruskiej torby z sakwami nie widać. Lecimy nowiutkim A320, który jeszcze pachnie nowością. Lot mija szybko, po drodze z lotu ptaka możemy podziwiać m.in. Wysokie Taury z Grossglocknerem i Hochalpenstrasse. Po wysiadce chłopaki zajmują się przepakowaniem bagażu a ja montażem roweru. Po dokonaniu wszystkich czynności udajemy się do Orio Center na zakupy, głównie w poszukiwaniu gazu. Gazu nie znajdujemy, na dodatek okazuje się, że zostawiłem gdzieś bidon 1L. Bez tego też da się żyć. Karton po rowerze chowam do szpary pod wjazdem na parking przy lotnisku, z nadzieją, ze zastanę go tam za dwa tygodnie. Jemy obiad, żegnamy się, i ja udaję się na dworzec. Zakup biletów w automacie, i rzutem na taśmę zdążam na pociąg do Mediolanu. Rzut na taśmę okazuje się na tyle nieskuteczny, że zapominam skasować biletów. Na szczęście przez ponad godzinę jazdy nikt nie przychodzi ich sprawdzić. W Mediolanie dwie godziny czasu, więc jadę zerknąć na Duomo, pamiątkowa fotka, i znikam na dalszy pociąg. Tym razem kasuję bilety, rowerowy przedział i konduktor operujący językiem angielskim, to jest to co tygrysy lubią najbardziej. Wysiadam w Baveno, zjeżdżam na brzeg Lago Maggiore na camping. Początkowo właściciel twierdzi że nie ma żadnych wolnych miejsc, jednak po krótkiej rozmowie wydaje zgodę, i co więcej daje 2€ zniżki. W nocy okazuje się, że zająłem miejsce parkingowe. Chmury przynoszą dłuugą burzę. Co będzie jutro?