Dąbrowa Górnicza – Branky
96,03 km

Dzień wstaje przyjemny, a my rozpoczęliśmy naszą wyprawę od Mszy Św. Następnie przejechaliśmy na dworzec PKP, gdzie dojechały do nas bagaże i ruszyliśmy w stronę granicy. Z pociągu wysiedliśmy w Zebrzydowicach około 11, rozsiedliśmy się wygodnie w siodełkach i do boju. Zawziętość była nam bardzo potrzebna, ponieważ pierwsze 30-40 km jechaliśmy przez industrialny okręg w okolicach Ostrawy. Puste, dwupasmowe drogi, widok przestarzałych zakładów.. Na szczęście przetrwaliśmy to i wyjechaliśmy z tego Mordoru. We Frydku-Mistku zrobiliśmy pierwszy postój, a poziom naszego entuzjazmu kluczył gdzieś w szczelinach pomiędzy kostkami brukowymi na rynku głównym. Kilka ustaleń i modyfikujemy trasę tak, by była jak najprzyjemniejsza (czyt. nie wjeżdżamy w góry głębiej niż to konieczne). No i pomknęliśmy dalej. Po drodze minęliśmy bardzo ładną wioskę Hukvaldy, która wyglądała na mały kurort, z górującym nad okolicą zamkiem. Im dłużej pedałowaliśmy (mimo, iż często pod górę) tym humory nam się poprawiały. No i dostaliśmy nagrodę. Znaleźliśmy na gospodarza nocleg u przemiłych Czechów i nawet dostaliśmy ciasto. Po takim spotkaniu każda wyprawa nabiera rumieńców. A z zachodu nadciągają chmury…