Branky – Reintal
140,39 km

W nocy pada i wieje w ilościach hurtowych, na szczęście nie było burzy. Rano wstajemy i opóźniamy wyjazd, mając nadzieje że przestanie. No i przestało.. trochę. Zebraliśmy się, wyjechaliśmy ze wsi i znów zaczęło padać. Na szczęście jechaliśmy w stronę lepszej pogody i to nastrajało nas naprawdę pozytywnie. Na początku jechaliśmy skrajem gór, aż dotarliśmy do doliny Morawy, którą mieliśmy nadzieje pomknąć w kierunku Austrii. Dolina okazała się raczej łaskawa, choć musieliśmy częściowo jechać głównymi drogami. Odpoczywamy w całkiem ładnym Hodoninie. Szukając na mapie alternatywnej drogi do głównej w kierunku granicy trafiamy na gruntową ścieżkę. Okazała się ona strzałem w dziesiątkę, ponieważ po kilkudziesięciu metrach przekształciła się w ładną, asfaltową ścieżkę dla rowerów i rolkarzy. Odpoczęliśmy tym samym od samochodów i aż do granicy jechaliśmy bocznymi, równoległymi do głównej drogami. Około 18.00 dotarliśmy w końcu do granicy czesko-austriackiej i prawie ze łzami w oczach powitaliśmy niemieckie napisy :). Krótkie przypomnienie z niemieckiego i już w pierwszej wsi szukamy noclegu. Okazuje się że nasz pobyt w tym mieście wymagał interwencji i zgody Mera. Dostaliśmy miejscówkę za jego domem, gdzie byliśmy bezpieczni. Największe wrażenie zrobiła jednak ok 60-letnia kobieta, która nam pomogła. Powalała ona nas obu na raz na łopatki w znajomości języka angielskiego. A Merowi swojego miasteczka triumfalnie rzekła: „Widzisz.. Warto się było uczyć Angielskiego!”