Kalinciakovo – Hronska Dubrava
70,09 km

Nadeszła niedziela. Postanowiliśmy trochę użyć życia. Poszliśmy o godzinie 8 do kościoła, a po powrocie skorzystaliśmy z kompleksu basenów, gdyż wstęp mieliśmy za darmo. Niestety woda była zimna, co zmniejszyło przyjemność z pływania. Wyjechaliśmy ostatecznie o 11 i ruszyliśmy w kierunku Bańskiej Szczawnicy, kolejnego obowiązkowego punktu naszej wyprawy. Stare górnicze miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa, leżące w górach, otoczone ze wszystkich stron szczytami od 900 do 1000 m n.p.m. zostało nam polecone przez znajomych. Jak łatwo się domyśleć droga wiła się w górę i w górę, a my byliśmy parę razy mijani przez tych samych motocyklistów. Droga biegła przez Park Krajobrazowy, więc piękno przyrody otaczało nas zewsząd. Dostaliśmy również nagrodę za trud podjazdu. Natrafiliśmy na krzaki pełne wielkich jeżyn. Nie trudno się domyśleć co zrobiliśmy z tymi krzakami. Dalej były jeszcze śliwki i niedługo potem zjechaliśmy do miasta. Stare kopalnie do zwiedzania, stary i nowy zamek, przepiękna, choć stroma starówka. Stara część miasta okazała się warta tego by ją zachwalać. Po obejrzeniu zabytków postanowiliśmy zjeść pizzę, która okazała się równie pyszna jak całe miasto ;). W doskonałych humorach ruszyliśmy dalej, tym razem w dół. Podróż była niezwykle przyjemna bo prędkość nie spadała poniżej 20 bez pedałowania. W takiej sytuacji można w spokoju podziwiać widoki, a te były przednie. Zjechaliśmy do Doliny Autostrady, gdyż owa droga wiodła tą doliną. Niestety poza nią nie było za bardzo innej drogi. Dwie wioski leżące po przeciwnych stronach autostrady były połączone pieszym szlakiem. Dojechaliśmy do Hronskiej Dubravy, skąd mieliśmy następnego ranka wyjechać pociągiem. Na dworcu nie było warunków do nocowania, poza tym mamy z tym niemiłe (hiszpańskie) doświadczenia. Pojechaliśmy na ihrisko (boisko) nad rzeką gdzie obóz swój mieli kajakarze uczestniczący w spływie Hronem. Zapytaliśmy się ich grzecznie czy możemy się tu rozbić, a oni grzecznie stwierdzili że skoro oni mogą to my też. Po tym jak rozbiliśmy namiot przyszli młodzi ludzie z Obecnego Uradu, czyli urzędu gminy, i zainkasowali po 30 koron od namiotu. Tym samym nasz pobyt w tym miejscu stał się zalegalizowany, oczywiście pod warunkiem ze poborcy rzeczywiście byli z urzędu :). Nasi kajakarze niestety dla nas rozpalili ognisko tuż obok nas i bawili się głośno do późnych godzin nocnych. Na szczęście udało nam się w końcu zasnąć.

stolice8