Opony

Obydwoje jeździmy na rowerach górskich. Jako że wyprawy planujemy głównie po asfalcie lub utwardzonych drogach zdecydowaliśmy się na opony typu „slick”. Podczas pierwszej wyprawy wybór padł na Michelin Transworld City. Oponki te bardzo fajnie się prowadziły, jednak po przejechaniu 2000 km tylna opona (pod sakwami) zaczęła się przecierać. Wymieniliśmy ją w Szwajcarii na Schwalbe Road Cruiser, i opona po dotarciu na niej do Polski jeszcze służyła niemal przez rok. Nauczeni doświadczeniem w 2006 zdecydowaliśmy się na Marathon Plus firmy Schwalbe, i decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że nie przebiliśmy ani jednej dętki przez 5,5 kkm, to na dodatek opony wyglądają niemal jak nowe. Pomijam fakt, że niemal zapomnieliśmy jak się pompuje koła na wyprawie. Opony te przejechały z nami całą wyprawę do Hiszpanii, następnie kilka tysięcy kilometrów w 2007, a do tego opony przednie służyły nam przez wyprawę w 2008 roku do Rzymu (!). Na wyprawę w 2008 roku w ramach oszczędności zaopatrzyliśmy się na tylne koła w opony Schwalbe Marathon (tańsze jakieś 40 zł/szt. od „Plusów”). Niestety przebijalność jest już większa (dwie gumy na wyprawie), ale ten model też jest warty uwagi.

Obręcze i piasty

Jedna z zasadniczych części od której zależy powodzenie wyprawy. Obręcz, która zacznie w połowie wyprawy pękać, może stanowić bardzo duże niebezpieczeństwo. Warto sprawdzić przed wyjazdem czy obręcze są proste, a ścianki nie są nadmiernie wyeksploatowane przez hamowanie. W razie jakichkolwiek wątpliwości co do stanu obręczy należy ją wymienić. Wydaje nam się, że podobnie jak w przypadku opon, nie należy oszczędzać na wadze obręczy, im bardziej wytrzymała tym lepiej. Nasze wyprawy rozpoczynaliśmy na zwykłych obręczach, które z dużą wytrzymałością nie miały nic wspólnego, a jedna z nich zakończyła swoje życie w dziurze na Szosie Stu Zakrętów. Przed wyprawą w Alpy wymieniliśmy tylną u Tomka na Mavica 221, który wytrwał dzielnie wyprawę w Alpy, i zaczął pękać po dwóch latach (ok. 10 tys. km) w trakcie wyprawy do Hiszpanii. Drugi z kupionych Maviców jeździ aktualnie u Łukasza z tyłu, i po podobnej ilości kilometrów nie przejawia żadnych objawów zużycia. Odkryciem przed wyprawą do Hiszpanii była obręcz, której używamy z przodu, bliżej nieznanej czeskiej firmyRemerx – model Eagle.Polecona nam na pl.rec.rowery, służy nam już ponad 2 lata, i w zasadzie nie ma powodów żeby na nią narzekać – po prostu zapomnieliśmy o jej istnieniu. Żadnych awarii. W międzyczasie korzystaliśmy jeszcze z jakichś produktów Rigidy i Alexrimsa, ale dość szybko zakończyły żywot, więc są niewarte uwagi.

Piasty – najszybciej zakończył żywot tylny „MARS” model bodaj 3000, który już po wyprawie w Alpy odmówił posłuszeństwa. Od tej pory u Łukasza bezobsługowo niemal kupione okazyjnie STX RC, a u Tomka Deore. Bez najmniejszych problemów.

W czasie drogi wymieniliśmy również klocki, gdyż te, na których zaczynaliśmy nie wytrzymały któregoś błota, jeszcze przed wyprawą. Przez Alpy jechaliśmy na klockach Corratec, i sprawdzały się świetnie. Przed wyprawą wymienialiśmy napęd w obydwu rowerach, wydaje mi się, że jest to ważne, żeby jechać na w miarę świeżym napędzie, który oczywiście trzeba wcześniej trochę przejeździć.