Bielsko-Biała – Koniaków
28,41 km

Początek wyjazdu jak zwykle na wariackich papierach – Łukasz pracuje na rano więc wyprawę możemy zacząć dopiero o 13.00. spotykamy się w Katowicach, wymieniamy złotówki na korony, i udajemy się na dworzec PKP. Tam oczekiwanie w długiej kolejce po bilety, i wsiadamy pociągu, który nie chce odjechać, bo musi przepuścić spóźniony pociąg pospieszny. Ale w końcu ruszamy i dojeżdżamy niemal punktualnie do BB. Tam okazuje się, że licznik w rowerze Łukasza nie chce zaskoczyć (ach, te systemy bezprzewodowe). Przebijamy się przez rozkopane robotami drogowymi Bielsko, na szczęście mimo pierwszego dnia wakacji nie ma zbyt dużego ruchu. Łukaszowi dają się we znaki trudy pracy i 20 minut drogi do Szczyrku niemal przesypia jadąc na rowerze. Wymusza to zrobienie małego postoju. Decyzja ta spodobała się chyba licznikowi, bo zaczyna działać. Niemal od razu po ruszeniu z gościnnego przystanku zaczyna kropić, z racji tego jednak że jest późno i stosunkowo niedaleko decydujemy się jechać dalej, im wyżej, tym zaczyna mocniej lać, na dodatek jeszcze zaczynają pobrzmiewać grzmoty. Na podjeździe wyprzedza nas młody człowiek na szosówce, spotykamy się również na gorze, biedak nawet nie ma ubrań na zmianę, my na szczęście wzięliśmy bluzy ze sobą. Ubieramy co mamy i zaczynamy zjazd, na którym jednak okazuje sie jest w miarę ciepło. Niemal juz w Wiśle pokazuje sie słońce ze śliczną tęczą, jednak jesteśmy przemoczeni do szczętu, wiec niewiele to pomaga. W Malince odbijamy w stronę jeziora, żeby przez Stecówkę dostać sie do Koniakowa. Na ostatnim podjeździe dopada nas znowu deszcz, i towarzyszy aż do noclegu, Na szczęście na naszym noclegu w domu weekendowym rodziny Marka jest piec przy którym możemy wysuszyć mokre ubrania i obuwie. Po przyjeździe znowu wita nas tęcza.
slo1