Koniaków – Ruzomberok Hrboltova
114,80 km

Rano już na szczęście jest ciepło i sucho, nasze ubrania tez. Wyjeżdżamy więc, ale po kilkuset metrach musimy się zatrzymać, bo okazuje się ze koło w rowerze Marka jest nieco krzywo założone. Okazało się, ze hak przerzutki zaczął przekrzywiać kolo, musiało być źle dokręcone. Jedziemy. Po 200 metrach znów postój, tym razem okazało się ze przy poprzedniej naprawie popuściła śruba mocująca linkę przerzutki, należało wyregulować całą tylną przerzutkę. Na szczęście to już koniec przygód, i wspinając się najpierw do Istebnej, a następnie do Jaworzynki zbliżamy się w stronę przejścia granicznego turystycznego w Ciernym. Przejście graniczne przeznaczone jest raczej dla pieszych, mimo iż na mapie poprowadzony jest tamtędy szlak rowerowy – no chyba ze kogoś bawi skakanie po schodach. Po drodze jeszcze zaczepia nas Słowak, który dziwi się ze nie przewozimy alkoholu. Ruszamy drogą w kierunku Svrcinovca i Cadcy. Kilka km za Cadcą skręcamy w boczną drogę, aby ominąć ruchliwe drogi krajowe i dostać się w okolice Terchovej. Dookoła piękne widoki na CHKO Horne Kysuce. Droga wspina się bardzo powoli, by za miejscowością Lutiska osiągnąć pierwsze wzniesienie 700 m. Mimo iż jest to niewielka przełęcz, widoki na przedgórze małej Fatry są bardzo ładne. Na przełęczy w cieni robimy mały popas, kontemplując ilość poprowadzonych szlaków rowerowych. Równie ciekawy choć krótki jest zjazd z przełęczy. Dojeżdżamy do głównej drogi, i kierujemy się w stronę Terchovej. Po drodze uzupełniamy płyny na stacji benzynowej 😉 Przejeżdżamy przez Terchovą która znana jest jako miejsce urodzenia słynnego Juraja Janosika Za Terchovą czeka nas kolejny podjazd na nieco wyższą od poprzedniej przełęcz. Na szczycie jakiś Słowak zwraca się do nas z nietypową prośbą: kręci film o kolarzach i prosi nas, abyśmy przejechali kilka razy polną drogą w kierunku jego kamery. Chyba czaił się tam już chwilę, bo po sfilmowaniu naszej jazdy kręci jeszcze paru innych kolarzy (swoją drogą przełęcz jest bardzo popularna wśród rowerzystów). Zjazd jest bardzo przyjemny, bo trwa niemal do końca dnia (jakieś 25 km).Nie znajdując odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu (park narodowy Wielkiej Fatry) zjeżdżamy aż do Ruzomberoku, gdzie przejeżdżamy przez Wag, aby w podmiejskiej dzielnicy móc rozbić się na łące sympatycznego Słowaka, który specjalnie dla nas wykosił fragment łąki pod namiot. Nasz posiłek wzbudzał zainteresowanie lokalnych kotów, z których dwa chciały nam wejść do sakw i menażek, a jeden siadł obok, i cierpliwie czekał aż oddamy mu jemu należną część 🙂 Nocleg ideał, a 50 metrów od naszego namiotu była linia kolejowa, po której co kilkanaście minut przejeżdżał pociąg 🙂
slo2