Cortina d’Ampezzo – Cesana
105,15 km

„Nie jedźcie do Cortiny, chyba że jesteście farmaceutami albo politykami z niepotrzebnymi pieniędzmi”. Ta myśl miała siedzieć w głowie cały dzisiejszy dzień autorowi tego tekstu 🙂 jednak szybko o niej zapomniał. Dzień był dziś niezwykle budujący, ponieważ od rana mieliśmy dobre humory. Poranek był całkiem przyjemny, nawet zapłacenie wcześniej ustalonej kosmicznej kwoty nie zepsuło nam nastrojów. Od samego rana zaczęliśmy zdobywać Passo Falzarego. Jest to 12,5 km podjazdu, bez szczególnych piękności i uroków (no, może troszkę pod koniec;)) Podjechaliśmy w trzech turach tylko gdyż przełęcz nie była bardzo wymagająca. Znaczy, na tyle była męcząca na ile w momencie przygrzewało słońce. Generalnie zjazd bardzo przyjemny, chociażby dlatego, że trwał do końca dnia. Momentami padało i straszyło burzą, ale generalnie nie bardzo mokrzy dojechaliśmy do celu dnia dzisiejszego. W trasie usiłowaliśmy rozwiązać jeszcze zagadkę pod tytułem: „gdzie we włoskich supermarketach jest cukier?” Nie udało nam się nam go znaleźć w kilku kolejnych sklepach. Tomek znalazł nocleg na polu u rolnika, który mówił wyłącznie w języku włoskim, i to wcale nie mało mówił. Nasz lingwista jednak się z nim jakoś dogadał i w wersji finalnej nocleg zawierał w sobie również kąpiel w wannie, pranie i prąd zmienny.