Cesana – Bovolenta
106,65 km

Rano nie nagabywani przez nikogo, po dość upalnej nocy ruszamy dalej. Niebo nie ma już ani jednej chmury, i od rana zapowiada się upał – czyli wreszcie Włochy. Od pierwszych kilometrów czeka nas solidny zjazd – najpierw doliną wśród gór, potem wśród pól. Przejeżdżamy dwa tunele – jeden 1200 metrów, drugi krótki. Po kilkunastu kilometrach jedziemy już po płaskim, ale jesteśmy tak nabici energią że poruszamy się z bardzo wysoką średnią. Tereny rolnicze, drogi coraz bardziej ruchliwe i nieciekawe, jedynie napisy na asfalcie pozostałość po maratonie odmierzają ilość kilometrów do Padwy. Zjeżdżamy aż na 11 m n.p.m.. Po drodze mijamy wiele ładnych kościołów. W Padwie najpierw sprawdzamy ceny biletów do kaplicy Scrovegnich, ale niestety dzisiaj nie będzie nam dane zobaczyć fresków Giotta, gdyż po pierwsze bilety są drogie, a po drugie już ich na dzisiaj chyba nie ma….Odpoczywamy dłuższą chwilę w ogrodach, po czym ruszamy na zwiedzanie miasta a czele z bazyliką św. Antoniego. Potem robimy zakupy, i kierujemy się w stronę ogrodu Botanicznego z Listy UNESCO. Nic dziwnego że się nim nie chwalą w folderach turystycznych – gdyż jest po prostu mało urzekający – ale za to jest najstarszy na świecie. Po drodze wiele osób nas wita m. in. z okrzykami – Bravissima Polonia – spotykamy tez dwie kobiety, z których jedna jest Ukrainką, rozmawiamy z nimi przez chwilę, oczywiście gratulują nam trasy i takie tam. 🙂 Z Padwy wyjeżdżamy bardzo sprawnie, i trafiamy na nocleg 10 km za miastem – od słowa do słowa i okazuje się ze właściciel zaprasza nas do świeżo wybudowanego domu. I wszystko „libero” łazienka duży pokój. Jak się jutro okaże – dach na dzisiejszą noc się bardzo przyda….