Winklern – Cortina d’Ampezzo
111,56 km

W nocy straszyła nas burza. Przebudziliśmy się, nawet nie wiem, o której godzinie. Ranek bez historii. Pożegnaliśmy się z panią Uśmiechniętą Gospodynią i pojechaliśmy w góry, na Iselsbergpass. Trochę słońce przygrzewało, ale dojechaliśmy sprawnie – a potem zjazd. Nadspodziewanie efektowny. Biliśmy rekordy prędkości ale generalnie penialiśmy. Po zjeździe w słoneczną dolinę robimy zakupy i ruszamy na ścieżkę do Włoch. Słońce świeci… do czasu. Tradycyjnie deszcz musiał przypomnieć o tym, że popaduje, a nawet ma koleżankę burzę. Trochę nas zmoczyło, ale generalnie nie jesteśmy z cukru więc się nie przejęliśmy. Przekroczyliśmy granicę włoską i wjechaliśmy w Dolomity, bardzo przyjemną doliną w górę rzeki. Potem trzeba było wybrać między wariantami drogi. Wybraliśmy kierunek w stronę ładniejszej pogody, choć wiodła wyżej, przez Misurinę. Nie żałowaliśmy decyzji bo podjazd był przyjemny, widoki na Dolomity przepiękne a i do domu znajomego Fabia nie było pod górę. Niestety Fabia nie udało nam się dorwać tak jak i każdego innego gospodarza. Wylądowaliśmy na campingu, drogim campingu. A na kolacje były pyszności.