Ponte di Assi – Pontebari (Spoleto)
88,43 km

Wstaliśmy ok 5:30, gdyż mieliśmy w planach zrobić więcej kilometrów. Jakimś cudem zwlekliśmy się z karimat i zabraliśmy do porannego rytuału. Okazało się, że było bardzo zimno, a namiot był mokry. Nietypowo jak na tę część wyprawy rano przebieraliśmy się w dresy. Uwinęliśmy się względnie sprawnie i wyjechaliśmy o 7. Niestety za moment mieliśmy przymusowy postój bo trzeba było doprowadzić do pionu szalejącą przerzutkę Marka. Tak szalała, że zapominała przerzucać. W końcu ruszyliśmy dalej bezpośrednio przed jazdą odprawiając modły. Dzień pod znakiem pędzenia do Asyżu. Dojechaliśmy tam ok 11 i trafiliśmy na mszę akurat o 12. Przebraliśmy się ładnie, zostawiliśmy rowery „fra muro, sinistra” i poszliśmy na mszę do Bazyliki Superiori czyli Górnej Bazyliki Św. Franciszka. Po godzinie błogiego spokoju musieliśmy wrócić do codzienności i na słońce, przede wszystkim. Zjedliśmy posiłek i musieliśmy zmienić kolejną dętkę. Tym razem Łukasz, zaraz przed Asyżem, złapał gumę a’la Copperfield bo bez przebijania opony (tak jak Marek wcześniej) – Wyprawa Magików. Zostaję tylko ja, czyli Tomek, ale moje tylne koło jest scentrowane i dobijane ręcznie więc mam nadzieję że to już wystarczy. Potem jeszcze obejrzeliśmy resztę kościołów w Asyżu i pojechaliśmy dalej, w stronę Romy, która zresztą ukazała się na tablicach informacyjnych. W czasie wyjazdu zabraliśmy się na autostradę. Co uświadomili nam dopiero kierowcy na drodze. Na szczęście Polizia Stradale jechała akurat wtedy gdy robiliśmy postój na parkingu. Zjechaliśmy najbliższym zjazdem z autostrady i pojechaliśmy równoległą obskakując wszystko dookoła w poszukiwaniu kompresora lub pompki. A to dlatego, że nasze pompki nie umiały nabić opony Łukasza. Złośliwie przepuszczały powietrze przy dużym ciśnieniu (normalnie tego nie robią). W ten sposób bezskutecznie przelatywaliśmy przez stacje benzynowe, parking przed supermarketem i parking dla camperów. Nocleg znaleźliśmy przy seminarium za zgodą „rektora” czyli młodego szefa seminarium, pewnie również proboszcza tutejszej parafii. Bardzo miły człowiek. Namiot wysechł a my mogliśmy się zanurzyć w bagno, szkoda że zimne 🙂