Rzym
0 km

Dzień zaczynamy późno, gdyż trzeba chociaż trochę odespać perypetie dnia poprzedniego. Schodzimy (a raczej wchodzimy) na śniadanie, które okazuje się być: rogalikiem w stylu zgnieciony 7-days, dwoma sucharkami, dżemikiem, oraz płatkami na mleku w mini miseczkach. No ale po 2-3 mini miseczkach nawet jesteśmy dość syci. Śniadanie przy takiej cenie noclegu to i tak jest wypas więc nie marudzimy. Na początek trzeba kupić bilety na metro. Jak to zrobić mając dziesięcioojrówkę, automat który wydaje maksymalnie 4 euro. Bilety za 3 euro, i brak możliwości rozmiany w promieniu 200 metrów? Koniecznym okazał się spacer do oddalonego baru. Nic to, jedziemy. Na Termini szukamy „information center” dość długo, i po ciężkich bojach stajemy się posiadaczami trzech egzemplarzy karty Roma pass. Są jakby skrojone na nasz wyjazd – 3 dni jazdy komunikacją miejską i wstęp za darmo do dwóch zabytków. Drugi punkt naszej dniówki wyłania się zza pleców pani sprzedającej nam karty – szyld internet. Spędzamy tam pół godziny, po czym po zakupach udajemy się do bazyliki Santa Maria Maggiore czyli matki boskiej większej, Gdzie trafiamy dokładnie w odpust 5 sierpnia na mszę. Celem na dzisiaj jest zwiedzenie 4 głównych bazylik rzymskich, więc spod Santa Maria spacerujemy w dół do Św. Jana na Lateranie, czyli katedry biskupa Rzymu. Niestety ie jest nam dane obejrzeć kompletu zabytków na Lateranie, gdyż baptysterium i święte schody mają sjestę. Wsiadamy zatem w metro, żeby dotrzeć do okolic San Pietro. Po drodze pochłaniamy pizzę sprzedawaną na kawałki, ocenioną przez jednego z kelnerów po drodze jako very bad pizza. Odczekujemy swoje do jednej z bramek, w których sprawdzane jest czy nie należymy do al kaidy, i dostajemy się do głównej świątyni chrześcijaństwa. Poraża ogromem i tłumem zwiedzających, którzy są jak fala. Ilość turystów otacza tłumem każdy element wyposażenia z naciskiem na pietę. Skupienie się wewnątrz bazyliki choćby na moment jest niemożliwe. Po zwiedzeniu kierujemy się n zewnątrz aby wejść do grot watykańskich. Spędzamy dłuższą chwilę przy grobie Jana Pawła II. Kolejny punkt na trasie to kopuła. Wybieramy wersję ekonomiczno – sportową, czyli „per pedes” na ponad 400 stopni. Zliczeniem poddajemy się gdzieś po 200. Z racji rzymskich temperatur trochę się z nas leje. Oglądamy najpierw wewnętrzna część. Po czym wąskimi korytarzykami przeciskamy się na zewnętrzny taras skąd podziwiamy szeroką panoramę całego Rzymu i okolic. Podziwiamy ogrody watykańskie i resztę zabytków z góry, po czym schodzimy drugą stroną kopuły, która jest lustrzanym odbiciem wejścia. Ruszamy do ostatniej bazyliki nie wiedząc czy zdążymy przed zamknięcie. Po kolejnej dzisiaj przesiadce na Termini znajdujemy się przed bazylika, razem z grupą bardzo miłych starszych pań z Opola. Bazylika św. Pawła, jest zdecydowanie najpiękniejszą z wszystkich czterech, jest dostojna, a co najważniejsze – bardzo spokojna. Podziwiamy zawieszone pod sklepieniem portrety wszystkich papieży,. Według legendy, gdy zabraknie na nie miejsca będzie koniec świata – wolne są jeszcze jedynie jakieś 4 miejsca 😀 Niestety jesteśmy brutalnie wyrzuceni równo z wybiciem 18.30. 😉 Stamtąd już wracamy do Piotrusia Pana oczywiści przez ulubioną przez nas stację Termini. W schronisku spotykamy …. Polaków….. z Wrocławia i … uwaga Dąbrowy Górniczej. Kolacja, potem małe co nieco, i usypiamy w szumie klimatyzacji rozchodzącej się z naszego pomieszczenia na cały budynek.