Genova – Tarvisio -Villach
30,42 km

Pobudka o 5, i pakujemy się do pociągu w kierunku Mediolanu. Na dworze jest jeszcze ciemno, a my jedziemy. Żegnamy się z wszechobecną reklamą LG, i jedziemy. W Mediolanie mamy jakieś 15 minut na przesiadkę i kupienie biletów – w Genui kasy były otwarte dopiero od 6:00, a w automacie udało nam się kupić tylko do Mediolanu. Kasjerka nie mówi ani słowa po angielsku, jednak udaje nam się kupić bilety bez najmniejszego problemu aż do samego Tarvisio. Wsiadamy do pociągu, okazuje się, że czeka nas jedna przesiadka mniej, i jedziemy bezpośrednio do miasta Romea i Julii. W Weronie mamy aż 3 godziny czasu, więc Tomek zostaje przy rowerach, a my udajemy się na polowanie, oraz kupić lek w aptece dla Tomka. Nie mamy już nawet siły zwiedzać. Przy okazji kupujemy wyśmienitą włoską pizzę. Z Werony jedziemy kolejnym „regionalem” do Mestre, stamtąd do Udine, a ostatnim już pociągiem do Tarvisio. Ostatni pociąg jedzie już przez wysokie góry, i co ciekawe, jego większość trasy pokonuje długimi tunelami. Hitem w tym pociągu jest toaleta, która sama spłukuje, czyści deskę klozetową itp. W Tarvisio żegnamy się z Tomkiem, który będzie czekał z racji kontuzji na pociąg przez granicę, który będzie odjeżdżał północy, a my jedziemy 30 km do Villach na rowerach, na szczęście okazuje się że te 30 km głównie są z górki. Żegnamy się z Italią, a po drodze podziwiamy jeszcze ostatnie widoki na oświetlone zachodzącym słońcem Alpy. W Villach jesteśmy o 21, i zadomowiamy się w szklanej poczekalni na pięknym dworcu kolejowym.