Sen krótki, bo o 5:15 pobudka. Toaleta, odświeżenie i spacer do niedalekiego gate D58. Oczywiście przy gate hiszpańskie szopki ze sprawdzaniem każdej sztuki bagażu – przepakowania nadmiarów i takie tam. Boarding przez rękaw, dość długie oczekiwanie w kolejce do pasa i lecimy. Lot króciutki, po 35 minutach jestem w Santander. Po drodze widoki na urokliwe góry płytowe, i pierwsze spostrzeżenie, ze tak niedaleko od Madrytu, a tu… Jest zielono. Autobus z lotniska 2€. Zakup biletu do Oviedo. Do pociągu niemal godzina, wiec idę na kawę. Jadę koleją FEVE, co ciekawe wąskotorowa. Mały szynobus, wygodne pojedyncze fotele, łagodna muzyczka z głośników i klimatyzacja 🙂 czego chcieć więcej od wakacji 🙂 po drodze bardzo ładne widoki. Pola i lasy, nic nie przypomina Hiszpanii z 2006. Potem trasa wiedzie tuz przy wybrzeżu, a po drugiej stronie wyrastają góry. Dojeżdżam do Oviedo, tu czeka mnie dłuższe oczekiwanie, bo schronisko otwierają o 17. Zbiera się w tym czasie grupa pielgrzymów różnych narodowości, z lekka przewaga Francuzów, i w tym towarzystwie…. Jestem najmłodszy 😀 o 17 przybywa hospitaleiro, wykupuję paszport pielgrzyma, robię prysznic, pranie i idę zwiedzać. Najważniejsze do zwiedzenia są dwa kościołki w stylu przedromańskim (IX w) na wzgórzu za miastem. Spacer jest wymagający, bo jest ostro pod górę. Z powrotem wracam autobusem. Odwiedzam jeszcze katedrę i pomnik Woodego Allena. Czas spać, chociaż mimo 22:00 jest ciągle jasno 🙂