Jeśli chodzi o etapy do przodu, to obowiązuje wersja pierwsza od prawej, ale od jutra i tak wszystkie etapy są takie same. Dzisiaj jak już pisałem, tylko 19 km. Dziwny etap – najpierw troszkę pod górkę- z 900 na 1040 m n.p.m., potem w dół w zamgloną dolinę rzeki na 190 m (!!!) tak tak 800 m w dół na kilku kilometrach, a na sam koniec z powrotem na 600 m. w Grandas de Salime. Przefantastyczna dolina rzeki z zaporą i jeziorem, na górze na 1000 m ani jednej chmurki, potem w dolinie chmury i mgła. Widoczek prawie jak w Szwajcarii nad jeziorem 4 kantonów. Na szczęście nad zaporą była restauracja z tarasem, wiec mogliśmy z Jordim zaspokoić potrzeby estetyczne, kontemplując przez godzinę widoki przy ulubionych napojach (ja – cafe con leche, on piwo 🙂 ) dodatkowa atrakcja miejsca był „piesek” który jak stanął mi łapami na ramionach to był tak o głowę wyższy ode mnie. Za to bardzo przyjaźnie nastawiony. Nocleg w Grandas w samym centrum, a dokładnie w budynku policji i urzędu miejskiego na rynku 🙂 dobrze, bo może będzie gdzie obejrzeć mecz. Dzisiejsze spotkanie jest tutaj traktowane mniej więcej jak Polska-Rosja w siatkówce, lub Polska Niemcy w piłce nożnej 🙂 także pewnie bary będą pełne. Jeśli chodzi o napowietrzacz do akwarium to może wystarczy wymienić wężyk. Jeśli nie to powinny być w Pogorii w zoologicznym, ale kosztują kilkadziesiąt zł. Może wystarczy wyjąć zza akwarium starszy i obejrzeć. Przy okazji – z głowy już jedna trzecia całego urlopu, i prawie polowa Camino…
Read Next →
Łukasz
Jeżeli kiedyś nie będzie planował kolejnego wyjazdu, będzie to oznaczało najprawdopodobniej, że już nie żyje. Każda podróż to dla niego radość, nieważne, czy jest to ulubiony ostatnio Bliski Wschód, Tatry, czy wycieczka na pustynię Błędowską :)




































































