Poronin – Hranovnica
84,74 km

Pierwszym zaskoczeniem wyprawy był pociąg. Osobowy. Zmodernizowany. Z miejscem na rowery. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że są w Polsce takie pociągi. Drugi pociąg nam też się udał. Dopiero ten w którym dosiadaliśmy się do Łukasza był taki.. polski 🙂 cała podróż na stojąco w tłoku, w mającym zaniki napięcia pociągu, lecz z widokiem na Tatry:) Wysiedliśmy w Poroninie, by rozpocząć rowerową część wyprawy, było trochę tłoczno na drogach, ale generalnie bez żadnych problemów wyjechaliśmy z Polski, podjeżdżając w między czasie pod Głodówkę i sycąc się widokami gór. Podróż po słowackiej stronie (po prawej Tatry, po lewej przełęcz itp.), nie zapowiadała nic nadzwyczajnego. Niestety spotkało nas to czego bałem się prawie najbardziej na tej wyprawie. Jadąc przez złamane wichurą lasy w kierunku Kieżmarku ujrzeliśmy osiedle zniszczone domy oraz dzieci przy drodze. Wszyscy ludzie mieli dziwnie znajomo ciemną karnację. Dzieciaki wyciągając ręce pytały „Macie cukierki?” i w momencie kiedy uświadomiły sobie, że nie zamierzamy się zatrzymać zaczęły rzucać w nas kamieniami. Wyjechaliśmy bezpiecznie z wioski, ale ślad w psychice został. Jakby na poprzedniej wyprawie było mało. Zatrzymaliśmy się przy Kieżmarskim TESCO, aby uzupełnić zapasy. Siedzieliśmy tam z godzinę myśląc jakby skrócić trasę, żeby za dwie godziny być w domu. Na szczęście ciężkie chwile odeszły, lecz myśli o naszych cygańskich przyjaciołach nie opuszczały nas do końca dnia. Przejechaliśmy ekspresowym tempem przez Poprad, i niewielkimi podjazdami dojechaliśmy do miejsca planowanego noclegu. Łukasz został jak to zwykle zaproszony do tzw. „innego miejsca niż moje pole”, po czym stamtąd przegoniony. Jeździliśmy trochę, aż wreszcie Tomek wypatrzył sympatycznie wyglądającego pana, dosłownie i w przenośni, bo „wyglądał” znad płotu:) Pan wykombinował, że udostępni nam „druhie zahradku” czyli jak gdyby sad na przeciwko ich domu, z furtką i dostępem do rzeki. Znaleźliśmy Łukasza, który się z nami „rozdzielił”, nabraliśmy wody z tysiąc metrowej studni, zrobiliśmy sobie jeść, umyliśmy się nad rzeką i z zachowaniem wszelkich zabezpieczeń poszliśmy spać. W nocy było tak gorąco, że o północy musiałem wyjść z namiotu, żeby wysuszyć pidżamę.

mag1