Przed 2013 rokiem uczestniczyłem w spływach kajakowych bardzo sporadycznie. W porównaniu z poprzednimi latami bieżący rok okazał się „rokiem wiosła”, gdyż aż trzy weekendy udało mi się spędzić w kajaku 😉 Pierwszy spływ odbył się w dniach 27-28 lipca. Zgromadzenie w jednym miejscu kilkuosobowej grupy zawsze zabiera sporo czasu, więc w ośrodku wypoczynkowym w Starej Wsi meldujemy się dopiero przed 10:00.

Tutaj mamy zarezerwowane kajaki na naszą dwudniową wyprawę. Szybkie pakowanie kajaków na przyczepkę i już jedziemy busem na start, który mieści się w Zawadach na Liswarcie.

Tędy już płynęliśmy rok temu, kiedy w ciągu jednego dnia przepłynęliśmy odcinek z Magrety do Władysławowa (nie, nie tego nad morzem :P) Wycieczka ta miała kryptonim „yellow submarine”, ponieważ po kilku kilometrach okazało się na pierwszym bystrzu, że kajak ma źle załataną dziurę w dnie, i większą część postoju spędzaliśmy na wylewaniu wody z wnętrza. na szczęście tym razem mamy do dyspozycji piękne polietylenowe Perceptiony Prodigy.

Trochę czasu zajmuje nam przeładowanie zapasów na kajaki, mimo iż wycieczka trwa tylko dwa dni, to nasze wory sugerują raczej miesięczny survival na Amazonce. Na szczęście udaje nam się spakować wszystko do kajaków, i możemy ruszać. Już na samym początku kilkukrotnie mijamy się z innym kilkukajakowym spływem, jak się okazuje jedynym w dniu dzisiejszym. Na szczęście konkurencyjny spływ szybko traci siły, i możemy ich swobodnie wyprzedzić. Po niecałej pół godzinie spływu przepływamy pod imponującym mostem kolejowym na linii kolejowej wiodącej z Górnego Śląska na Wybrzeże, tzw. Magistrali Węglowej.

W porównaniu z poprzednim rokiem stan wody jest zdecydowanie wyższy, przez co tempo spływu jest zdecydowanie szybsze, na żadnym z bystrz nie musimy wychodzić z kajaków. Po około 10 km robimy odpoczynek. Nabieramy sił, gdyż ostatni odcinek Liswarty jest dużo bardziej meandrujący, co powoduje że wymaga dużo więcej uwagi i wysiłku. zmienia się też krajobraz. Znikają leniwe zielone brzegi, pojawia się coraz więcej podciętych piaszczystych klifów z lasami sosnowymi na szczycie.

Po niecałych 15 kilometrach trasy nasza rzeka nagle rozszerza się, co oznacza, że dopłynęliśmy do Kul. Tutaj Liswarta wpada do Warty, i odtąd trasa dalszej wycieczki będzie biegła z nurtem Warty. Zmienia się krajobraz, Warta jest zdecydowanie szersza. Szerokie koryto rzeki prowadzi nas do Wąsosza. Po przepłynięciu pod mostem rzeka zaczyna nieco meandrować, pojawiają się też znów niewielkie utrudnienia. Poprzedni łatwy odcinek spowodował chyba rozluźnienie naszej uwagi, przez co na jednym z drzew które przegradzało nurt rzeki miała miejsce jedyna na tej wycieczce wywrotka jednego z kajaków 😉 Wydobycie wszystkich rzeczy z pełnego wody kajaka trwa trochę czasu. Na uwagę zasługuje ofiarna postawa Mariana, który ruszył w pościg za uciekającym wiosłem. Przerwa związana z wywrotką ma jednak swoje plusy, gdyż w pobliżu dostrzegamy świetne miejsce na biwak. Łąka tuż nad brzegiem, z dobrym zejściem do wody i lasem w oddali, który sugeruje źródło drewna na ognisko skutecznie przekonuje nas do zakończenia dnia dzisiejszego właśnie w tym miejscu. Cały wieczór dochodzą do nas odgłosy odbywającej się gdzieś w oddali imprezy, które im dalej w noc, tym bardziej brzmiały złowieszczo, i po północy brzmiały niemal jak odgłosy czarnej mszy 😉

Drugi dzień rozpoczynamy dość wcześnie. Pogoda się utrzymuje, od godzin porannych piękne słońce, sugerujące nadchodzący upał. Musimy się nieco spieszyć, gdyż za godzinę jesteśmy umówieni, żeby w Zalesiakach wysadzić Piotrka, którego wzywają obowiązki 😉 Dalsza trasa do Działoszyna upływa w miłej atmosferze. Trasa kajakowa przed Działoszynem wymaga nieco uwagi, gdyż Warta ma tutaj kilka odnóg, a spławna dla kajaków jest tylko jedna z nich. Na sam koniec czeka nas kilkanaście metrów przenoski. Na szczęście miejsce to jest oznakowane, i posiada wygodne pomosty do transportu kajaków. Za mostem w Działoszynie krajobraz znów się zmienia. Wpływamy na teren Załęczańskiego Parku Krajobrazowego. W nurcie rzeki pojawiają się mniejsze i większe wyspy. Mijamy też coraz więcej grup kajakowych – w niedzielę ta trasa jest naprawdę popularna. W miłej atmosferze dopływamy do obowiązkowego miejsca postojowego na warciańskiej trasie – sklepu w Bobrownikach. Słynny sklep jest położony tuż przy wodzie, i da się przy nim bezpiecznie przybić kajakiem do brzegu. Oprócz licznych kajakarzy jest również popularnym miejscem dla miejscowych raczących się przy ławeczkach różnymi procentowymi trunkami 😉 Po dłuższym odpoczynku ruszamy na ostatni odcinek trasy. Rzeka znów jest szersza, jednak brzegi są dość dzikie. Słońce nam doskwiera coraz bardziej. Szerokie koryto powoduje również, że atmosfera staje się senna. Z „drzemki” wydobywa nas widok plaży, która świadczy o tym, że dopłynęliśmy do ośrodka w Starej Wsi, w którym wczoraj rozpoczęliśmy nasz weekendowy spływ. teraz czeka nas tylko zwrot kajaków, załadowanie bagaży, i na tym kończy się nasza weekendowa przygoda.