21 października 2011 r.

Kolejny dzień, to powrót do Marrakeszu. Rano udajemy się na dworzec. Procedura zakupu biletu jest bardzo podobna, z tym wyjątkiem, że tym razem jeden z miejscowych chce nas oszukać próbując wyłudzić od nas dodatkową opłatę za bagaż. Na szczęście zapytany o wydanie biletu ulatnia się jeszcze szybciej niż się pojawił. Podróż jest nudna, i niczym nie różni się od tej w tamtą stronę. Po południu pojawiamy się w Marrakeszu. Wieczór spędzamy na kolejnych spacerach po medynie, zakupie pamiątek i kolacji na Jemma el-Fna. Chodząc po medynie dajemy się namówić na wejście do jednego ze sklepów z przyprawami. Właściciel jest oczywiście bardzo gościnny, chętnie pokazuje nam różne słoje z pachnącym wnętrzem. Gdy chcemy opuścić sklep, nagle właściciel stwierdza, że tak naprawdę, to był pokaz, i albo zakupimy coś z jego towarów, albo mamy zapłacić za prezentację 😉 Nie przejmujemy się tym zbytnio, ale jakby na potwierdzenie wagi słów naszego Marokańczyka, w drzwiach staje jego osiłkowaty kolega. Nie chcąc zatargów decydujemy się zrobić zapasy miętowej herbaty, i taki niewielki zakup zadowala naszego handlowca. Cóż, trzeba mieć dar przekonywania do swojego towaru 😉 Wracamy na plac. Siedząc przy herbacie spotykamy pana Tadeusza Chudeckiego, aktora znanego z seriali TV, ale również z zamiłowania do podróży 😉 Szkoda że to już ostatni wieczór. Długo wędruję po placu, racząc się ostatnimi szklankami świeżo wyciśniętego soku z cytrusów. Niestety kiedyś trzeba wrócić do hotelu.

22 października 2011 r.

Ostatni dzień. Rano łapiemy dwie taksówki na lotnisko. Znajduje się ono klika kilometrów za miastem, także jadąc w kilka osób koszt jest porównywalny z autobusem. Lecimy najpierw do Bergamo. Samo lotnisko w Marrakeszu jest bardzo nowoczesne, i sprawia przyjazne wrażenie. Trochę mam obawy o ilość bagażu, który sporo przekracza wymagane 10 kg, ale ostatecznie rozdaję część reszcie ekipy. Ostatecznie w celu zmniejszenia wagi bagażu mógłbym się zawinąć w zakupioną wczoraj jadowicie zieloną narzutę, i w sumie tylko kolor skóry odróżniał by mnie od części pasażerów samolotu. Lot bez żadnych zakłóceń. W Bergamo mamy kilka godzin na przesiadkę, które spędzamy na wizycie na starym mieście. Z Bergamo jeszcze tylko dwie godziny lotu, i lądujemy w chłodnym, październikowym Poznaniu. Na powitanie w Polsce, żeby uświadomić nam piękno naszego kraju, łapiemy na gorącym uczynku kieszonkowca w nocnym pociągu do Katowic, który chciał pozyskać zawartość jednego z naszych portfeli. Ale nawet to nie jest w stanie zepsuć nam wspomnień z wspaniałego wyjazdu. Jednego jestem pewny. To nie był ostatni wyjazd do Maroka 🙂