Kleinneusiedl – Sulany
107,15 km

Noc w łóżku mija zdecydowanie za szybko. Rano dostajemy pyszne śniadanie, zbieramy się i żegnamy z właścicielami domu i ruszamy do Bratysławy. Dzień zapowiada się niezwykle przyjemnie – droga wzdłuż Dunaju, stosunkowo mało kilometrów w planie no i Bratysława. Po drodze wpadamy na trop Donauradweg, osławionej ścieżki rowerowej biegnącej wałami Dunaju. Niestety ścieżka ta wyprowadza nas w pole gdyż biegnie promem. Jesteśmy zmuszeni by przejechać do następnej wsi wydeptaną ścieżką, którą momentami zastępowały kamienie wielkości arbuzów. Na koniec zostaje nam podjazd do wsi, która leży kilkadziesiąt metrów nad lustrem rzeki. Wyjeżdżamy na drogę i skutecznie wybijamy sobie z głowy ścieżkę rowerową. Dojeżdżamy do ruin osady imperium Rzymskiego Petronell- Caruntum, gdzie oglądamy amfiteatr i łaźnie. Niedługo później dojechaliśmy do Hainburga, kolejnego zabytkowego miasta, ostatniej austriackiej osady na wyprawie. Niedaleko za miastem naszym oczom ukazała się Bratysława położona na wzgórzach. Przekroczyliśmy granicę i wjechaliśmy na ścieżkę rowerową by bez problemów dojechać do centrum stolicy. Manewr się opłacił i niedługo stanęliśmy w granicach starówki Pressburga. Chwilę pojeździliśmy po starówce, zachwyceni jej spokojem i wyglądem. Potem odpoczęliśmy na deptaku przy Slovenskim Narodnym Divadle czyli Teatrze Narodowym, słuchając kojącego szumu wody z pobliskich fontann. Oprócz tego w zasięgu naszego wzroku stały ciekawe posągi: wisząca nasada czołgu, pomnik złożony ze starych modelów samochodów. Bo bardzo miłym spędzeniu przeszło godziny ruszyliśmy na zamek. Tradycyjnie zamek bratysławski, jak każdy szanujący się zamek leży na wzgórzu i trzeba do niego sporo podjechać. Korzystając z tramwajowego torowiska, jadąc pod prąd i chodnikiem dojeżdżamy do bramy i razem z wycieczką Niemców wchodzimy na teren zamku. Widoki są przepiękne a sam zamek świetnie utrzymany. Robimy kilka zdjęć z murów, lokalizujemy Budapeszt, którego absolutnie nie widać i schodzimy na dziedziniec w obawie o nasze cudeńka. Przeciskając się między ludźmi i czerwonymi kolejkami obchodzimy zamek i schodzimy na wschodnie mury, gdzie znów robimy zdjęcia – tym razem na stare miasto. Przy okazji mamy okazję podziwiać słowacką myśl artystyczną, gdyż na murach stoi grupka posągów nagich mężczyzn w rzędzie i na baczność. Jedyne co można było powiedzieć o nich to to że nie były artystycznym mistrzostwem świata i odzwierciedlały naturalne męskie rozmiary. Zjeżdżamy chodnikiem z murów i próbujemy dojechać do katedry, co wcale nie było proste. Okazuje się ze wstęp do katedry jest płatny, a opłaty pobiera dwóch niezwykle sarkastycznych młodych ludzi. W końcu kończymy zwiedzanie Bratysławy i z niekłamanym żalem wyjeżdżamy z jej granic, przy pomocy wskazówek przewodnika (papierowego). trafiamy na ścieżkę która znajduje się na północnym wale Dunaju i tą ścieżką pokonujemy jeszcze sporo kilometrów. Trasa była monotonna, i każdy kto kiedykolwiek jechał prostą drogą wzdłuż rzeki wie jak bardzo. W końcu postanowiliśmy zacząć szukać noclegu, który znaleźliśmy zupełnym przypadkiem po ponad godzinie poszukiwań i zapytaniu tuzina gospodarzy. stolice4Nocleg był na gospodarza i to była najważniejsza jego zaleta. Namiot rozbijamy w cieniu wału zbiornika na Dunaju, i śpimy prawie “pod wodą” gdyż lustro niedalekiego zbiornika znajduje się jakieś 10 metrów wyżej niż nasz namiot.