25 czerwca 2015 r. Vusanje – Dolina Ropojana – Theth

Rano nasz pojazd jest już gotowy. Zamieciony, z dywanami i poduszkami na przyczepie. To nic, że nie ma jednego oka, na trasie w dzień nie jest nam potrzebne. Ruszamy! Pogoda tym razem mocno zachęca do wędrówki. Szykuje się niezły upał. Baaaardzo powoli opuszczamy wioskę, i w majestatycznym tempie jedziemy doliną. Na chwilę zatrzymujemy się przy lokalnej atrakcji, jakim jest Oko Skakavicy.

Nasza limuzyna

Nasza limuzyna

Oko Skakavicy

Oko Skakavicy

Oko jest krasową studnią wypełnioną wodą, na dnie której bije źródło dające początek rzece Skakavicy. Głębokie na kilka metrów urzeka kolorem krystalicznie czystej wody. W sumie trasa traktorem to tylko kilka kilometrów. W pewnym momencie dostrzegamy oznakowanie szlaku, które oznacza rozdroże szlaków – w kierunku Mai Jezerce i granicy albańskiej, i tu kończy się nasza przejażdżka. Żegnamy się z Jetmirem, i zarzucamy plecaki. Droga wiedzie przez las, i prowadzi nas do wyższego piętra doliny Ropojana.

Ostatnie kroki w Czarnogórze

Ostatnie kroki w Czarnogórze

Po wyjściu z lasu z wrażenia aż zatrzymujemy się na chwilę. Dookoła nas wysokie wapienne ściany szczytów, a przed nami piękna górska łąka. I ani żywej duszy. Tylko wydeptana ścieżka przed nami sugeruje, że jednak od czasu do czasu pojawia się tutaj człowiek. Ścieżka coraz bardziej się zwęża, i doprowadza nas do ustawionego na dnie wyschniętego jeziora obelisku świadczącego o tym, że przekraczamy granicę albańską. Oczywiście nikt nas nie kontroluje.

Na granicy

Na granicy

Po albańskiej stronie czeka nas parę zmian. Oznakowanie z czarnogórskich kółek zmienia się na bardziej nam znane szlaczki biało-czerwono-białe (jeszcze nie wiemy, ze innych kolorów nie ma), co i tak nie przeszkadza nam za chwilę zgubić na dobre kilka minut szlak.

Wędrujemy, w dalszym ciągu zachwyceni doliną. Gramolimy się na jeszcze wyższe piętro doliny, całe pokryte zieloną łąką. Bez wielkiej przesady mogę stwierdzić, że jest to jedno z najpiękniejszych górskich miejsc, jakie widziałem w życiu!!! Na końcu doliny widzimy podejście, które sugeruje koniec naszej wspinaczki.

prokletije313

prokletije306

Podchodzimy do samej góry, mijając pierwsze w tym dniu źródło wody, i okazuje się, że dochodzimy do szerokiego siodła, jednak szlak wiedzie jeszcze wyżej. Miejsce skłania jednak do dłuższego odpoczynku. Podziwiamy szczyty. W tym miejscu odchodzą szlaki na Maję Arapit, i są czytelnie oznakowane strzałkami i opisami na kamieniach. Mijamy jedynych turystów w tym dniu, którymi są dwie grupy Czechów. Jakie jest moje zdziwienie, gdy po dojściu do najwyższego miejsca okazuje się, że to jeszcze nie jest przełęcz! Przy okazji mijamy pierwsze bunkry, z któych „słynie” Albania.

ropojana

Teraz szlak obniża się około 100 metrów w dół, aby wreszcie osiągnąć właściwą przełęcz, czyli Qafa e Pejes. Sama przełęcz jest trawiastym, wygodnym siodłem ograniczonym po obu stronach skałami. Po drugiej stronie widok jest zupełnie inny. Przed nami, tysiąc metrów niżej, rozciąga się głęboka dolina, na dnie której widać pojedyncze gospodarstwa.

Jeszcze nieco w dół...

Jeszcze nieco w dół…

Wreszcie na przełęczy!

Wreszcie na przełęczy!

prokletije311

prokletije310

Zejście jest bardzo mozolne. Niewielkimi zakosami w bardzo sypkim terenie schodzimy powoli na dół. Dolina jest bardzo sucha, nigdzie nie widać źródeł wody. Dopiero po dwóch godzinach zejścia szlak się nieco wypłaszcza. Słońce już dawno zaszło za okoliczne szczyty, więc dużą radość sprawia nam widok niewielkiej polanki z wypalonym ogniskowym kręgiem, i niewielkim źródełkiem czystej wody. Po tak pięknym dniu znalezienie takiego miejsca biwakowego to dla nas pełnia szczęścia.

Skalne ściany Maji e arapit opadające w stronę Theth

Skalne ściany Maji e Arapit opadające w stronę Theth

prokletije312