Gdy wracaliśmy we wrześniu 2013 roku ze spływu Białą Nidą, przejeżdżając przez Szczekociny ktoś rzucił hasło: o, a tutaj zaczyna się szlak kajakowy Pilicy. Gdy więc w maju zacząłem szukać pomysłów na letni spływ, moja pamięć wróciła właśnie do Szczekocin. Przeczytałem kilka relacji ze spływów w internecie, zobaczyłem zdjęcia, i wiedziałem już, że na pewno warto się tam wybrać. Pilica jest najdłuższym lewobrzeżnym dopływem Wisły, i wypływając z miejscowości o tej samej nazwie po 319 kilometrach wpada do Wisły.

Spływ kajakowy Pilicą możliwy jest w zasadzie od Żarnowca, jednak bardziej popularny odcinek zaczyna się właśnie w Szczekocinach. Początkowo chciałem właśnie tutaj rozpocząć spływ, jednak mając na uwadze, że będzie on dwudniowy, musielibyśmy pokonać uregulowany odcinek tej rzeki w Koniecpolu. Drugim wariantem zatem stał się start w Koniecpolu. Ustaliliśmy zatem wypożyczenie, trasę do Krzętowa, i… trzy dni przed rozpoczęciem spływu zobaczyłem na jednym z forów kajakarskich relację i zdjęcia tego odcinka. Niestety, ze zdjęć wynikało, że odcinek między Szczekocinami i Maluszynem jest skutecznie zaśmiecony i zanieczyszczony przez miejscowości znajdujące się po drodze. Szybki telefon do wypożyczalni, i po usłyszeniu rytualnego: „a nie mówiłam” 🙂 ustaliliśmy start trasy na wieś Maluszyn na trasie z Radomska do Włoszczowy. Trochę martwiła mnie popularność tego odcinka, z zasłyszanych relacji wiedziałem, że w letnie dni potrafi dziennie spływać tam ponad 100 kajaków. Przez cały tydzień poprzedzający spływ obserwowaliśmy pogodę. Przez Polskę przechodziły fronty atmosferyczne, i towarzyszyły im ulewne deszcze i burze. Mieliśmy obawy, czy pogoda zdąży się poprawić do weekendu.
W dzień przed spływem prognozy zapowiadały przelotne deszcze w sobotę, natomiast w niedzielę mieliśmy mieć już stuprocentowo ładną pogodę. Potwierdziliśmy zatem przyjazd, i o godzinie 10:00 w sobotę zameldowaliśmy się na plaży przy moście w Maluszynie. Oprócz nas do startu przygotowywało się kilka spływów, w tym jeden gigantyczny na niemal 30 kajaków. Jako, że na miejsce docieraliśmy z trzech różnych stron, i chyba jako jedyni planowaliśmy dwa dni pływania nasze przygotowania potrwały najdłużej, i wypłynęliśmy jako ostatni.

spływ kajakowy pilicą

Od początku płynęliśmy sprawnie, i już na pierwszy rzut oka było widać, że stan wody jest wysoki. Niemal w każdym miejscu głębokość rzeki wynosiła co najmniej dwa metry! Rzeka na pierwszym odcinku ostro meandruje płynąc wśród pól. Przeszkód jest niewiele. Niestety już po chwili zauważamy ofiary pierwszej wywrotki z jednego ze spływów przed nami. Dwoje ludzi ściąganych było z drzewa na brzeg przez głęboką wodę. Po dalszym kilometrze zobaczyliśmy stojący w krzakach odwrócony do góry dnem kajak. Niestety, miejsca, które przy niskiej wodzie są zupełnie proste, przy wyższym stanie stają się niebezpieczne, a dla początkujących taki spływ staje się niemiłym wspomnieniem.

Po kolejnym kilometrze i my staliśmy się ofiarami wysokiej wody. Meander rzeki skręcał w lewo pod kątem 90 stopni, natomiast na wprost widać było starorzecze. Niestety, przy takim stanie wody starorzecze wyglądało jak główne koryto rzeki, ale każdy z nas dowiedział się o tym dopiero wpływając w niewłaściwe miejsce. Wydostanie się stamtąd było bardzo ciężkie, gdyż główny nurt płynący w lewo odpychał kajaki w kierunku brzegu. Wymagało więc sporo siły odpowiednie ustawienie kajaka, aby wpłynąć z powrotem we właściwym kierunku. Różnymi sposobami udało nam się wydostać z powrotem na trasę. Pozbieraliśmy się do kompletu na jednej z niewielkich plaż, i w komplecie płynęliśmy dalej.

Mostek w Krzętowie

Po minięciu prawobrzeżnego dopływu – Czarnej Włoszczowskiej rzeka stała się szersza, i niemal zupełnie zniknęły przeszkody w korycie. Należało tylko uważać na wartki nurt na zakolach rzeki. W pewnym momencie za jednym z zakrętów zobaczyliśmy kolejną wywrotkę. Kajak nieszczęsnej pary rufą spoczywał już niemal na dnie, a przestraszona kajakarka trzymała się kurczowo drzewa. Na pomoc ruszyli nasi najbardziej doświadczeni kajakarze. Jeden dopłynął do dziewczyny, i po chwili holowania doprowadził ją bezpiecznie na brzeg, natomiast drugi z brzegu pomagał w wyciągnięciu pełnego wody kajaka. Po takiej przygodzie tamta grupa w tym miejscu zdecydowała się zakończyć swoją przygodę, my natomiast… zobaczyliśmy świetne miejsce na nocleg. Na skarpie mieściła się polanka, a zaraz za nią rozciągał się las. Niewiele więc myśląc podjęliśmy decyzję o zakończeniu dnia. Pogoda się poprawiła, wyszło słońce, szykował się zatem wspaniały biwak. Po rozbiciu obozu rozpaliliśmy ognisko, i siedzieliśmy do późna, wspominając ten dzień pełen przygód.

W tak pieknych okolicznościach przyrody...

Ranek powitał nas dużo lepszą pogodą niż wczoraj. Na niebie nie było ani jednej chmurki, dopiero po chwili pojawiły się niewielkie cumulusy. Pilica rozlewała się szeroko między łąkami. Na dzisiaj nie przewidywaliśmy wielkich trudności. Rzeka była dużo szersza niż wczoraj, i wystarczyło pilnować zakrętów 😉 Słoneczko zaczynało przygrzewać, i wreszcie mieliśmy czas na relaks. Niestety, dzięki wysokim stanowi wody zniknęły niemal zupełnie miejsca do odpoczynku i plaże.

2014-07-13 11.38.13

Krajobraz nieco się zmienił, w miejsce pól pojawiły się lasy sosnowe podcinane na łukach przez Pilicę, tworząc malownicze klify. Po dwóch godzinach wiosłowania osiągnęliśmy Przedbórz. Po przepłynięciu pod mostem drogi krajowej minęliśmy miejsce wodowania kajaków i ostrzeżenie o trzech progach na rzece. Niestety, mimo naszego wielkiego wysiłku, na wodzie nie było po nich ani śladu. Wysoki stan wody robi swoje. Roślinność na brzegach zmieniła się raz jeszcze, tym razem płynęliśmy w otoczeniu lasów liściastych i mieszanych, które miejscami dały odpoczynek przed wszędobylskim słońcem. Na koniec naszej trasy wybraliśmy położoną o 9 kilometrów za Przedborzem wieś Taras. Według słów pana Michała z wypożyczalni, mieliśmy wypatrywać na prawym brzegu dwóch niewielkich plaż. Jak można się domyślać, po plażach nie było ani śladu, witał nas za to wymachujący rękami właściciel wypożyczalni 🙂 Teraz już tylko czekało nas 45 jazdy samochodem po odbiór naszych samochodów pozostawionych w Maluszynie, i kolejne dwie godziny drogi do domu.

Bardzo dziękujemy Państwu Bożenie i Michałowi z Kajakiem po Pilicy – jurapolska.com za wypożyczenie kajaków, dobre rady przed spływem, i ciekawe rozmowy 🙂 Serdecznie polecamy wszystkim wypożyczanie kajaków w tej firmie!

Informacje praktyczne:

Jak napisałem powyżej, Pilica jest spławna powyżej Żarnowca, jednak odcinek do Maluszyna jest niezbyt czysty. Dodatkowo na tym odcinku czeka nas wiele przenosek i drzew do ominięcia.
Powyżej Maluszyna spływ możemy rozpocząć w Bobrownikach, Krzętowie i Przedborzu. Szlak kajakowy bez przenosek dostępny jest aż do jeziora Sulejowskiego, gdzie trzeba ominąć tamę. Na przepłyniętej przez nas trasie jedynym trudniejszym miejscem jest bardzo niski mostek, który należy wolno przepłynąć po prawej stronie, mocno się pochylając.
Na przepłyniętym przez nas odcinku sklepy znajdują się w Bobrownikach (200 metrów od rzeki, a także w Krzętowie i Przedborzu.
Na trasie jest sporo miejsc w których jest możliwe biwakowanie, nasz nocleg mieścił się w okolicach wsi Mrowina, na skarpie na prawym brzegu rzeki.

Do zaplanowania spływu przydatna będzie mapa „Z nurtem Pilicy” wydana przez Urząd Marszałkowski województwa łódzkiego. Jeden egzemplarz otrzymaliśmy w wypożyczalni, jednak wychodzi na to, że mapa ta jest jakimś unikatem, lub jest ściśle tajna, gdyż na stronach internetowych lodzkie.pl oraz lodzkie.travel nie znalazłem ani jednej informacji na temat tego wydawnictwa!

Zapraszam do zobaczenia galerii zdjęć ze spływu!