Ścinawka Grn – Wambierzyce – Karłów – Kudowa Zdrój – (PKP) – Gliwice – (ford transit) – DG

41,7 km, 14,4 avg, 45,6 max

Pogoda zrobiła z nas oczywiście idiotów, bo żadnej burzy nie było. Rano niebo wita nas nieco zamglone, ale ogólnie jest ciepło. Zwiedzamy po drodze bazylikę w Wambierzycach – mimo, że jest to mała wioska to „kościółek” robi wrażenie. Potem dalej do Radkowa, a stamtąd zaczynamy się wspinać w Góry Stołowe szosą 100 zakrętów (nie liczymy). Po długim podjeździe jesteśmy w Karłowie, gdzie zostawiamy rowery pod opieką bardzo sympatycznego Ducha Gór lat 13 – pozdrowienia nr 1!!!, i wdrapujemy się po schodach na Szczeliniec. Na górze oczywiście ciekawe skałki – znów jeśli ktoś nie był to najwyższy czas to zmienić :-). Po zejściu ze Szczelińca zaczyna znów grzmieć, więc w te pędy ruszamy w dół do Kudowy, żeby zdążyć przed burzą. Zjazd jest fantastyczny……… Dość szybki, łagodne zakręty, ale też dużo dziur. No i stało się. W jedną z dziur wjechałem tak nieszczęśliwie, że zgiąłem obręcz w tylnim kole. Po zjeździe do Kudowy decydujemy się przerwać wyprawę, i wrócić pociągiem. Trasa z Kudowy do Kłodzka pociągiem jest bardzo klimatyczna. W Dusznikach dosiada się do nas małżeństwo w wieku średnim z rowerami (pozdrowienia nr 2!), okazuje się, że nasz towarzysz podróży był zawodowym kolarzem. Okazuje się że spadli nam niemal z nieba, ponieważ w Kamieńcu Ząbkowickim sami mielibyśmy problemy z wysiadaniem, bo nagle zrobił się tłok. Stamtąd już wygodnym szynobusikiem do Kędzierzyna, pustym pociągiem do Gliwic, gdzie czekał na nas już tata Tomka z Transitem. Koniec Wyprawy!!!