Domanów – Jelenia Góra – Pilchowice – Lubomierz – Leśna – Zawidów – Wilka

119,4 km 16,9 avg, 57,2 max

Jemy śniadanie… pies szczeka….. składamy namiot…. pies szczeka…… wyjeżdżamy……. ufff….. Na początku się zapowiada odpoczynek – do Jeleniej Góry jedziemy doliną Bobru. Nikt nas na mapie nie uprzedza, że droga wiedzie _ponad_ doliną. Efekt – góry są takie, ze jak się później okazuje pada tam rekord prędkości wyprawy. No, ale w miarę wcześnie jesteśmy w Jeleniej Górze. Zakupy w Carrefourze, i niesieni chęcią odpoczynku nad wodą jedziemy do Pilchowic. Tam oczywiście zapora, ładna nie powiem, więc miejsca nad wodą 0. Jedziemy dalej olbrzymim podjazdem, i tak dalej – podjazd, zjazd i w koło. Pod drodze jeszcze dwa jeziora, ale nad żadnym oczywiście nie ma kąpieliska… a upał jest…. W sumie atmosfera dnia jest dobijająca. Dodatkowo wsie sprawiają wrażenie pogranicza zapuszczone i w ogóle tzw. „bida z nędzą”. Dojeżdżamy do Zawidowa, gdzie widzimy bloki mieszkalne, a także duże ilości osób „w stanie wskazującym na spożycie”, jakiś koleś chciał mnie rozjechać pod sklepem – ogólnie bardzo nieprzyjemnie. Z radością opuszczamy to miasteczko. Za pierwszym podejściem jakiś kolo pijany zresztą chce nas naciągnąć na flaszkę za nocleg, i nie chce się odczepić. W końcu decydujemy się szukać dalej. Po chyba 5 próbach dostajemy miejsce pod namiot u niezmiernie miłej gospodyni w super utrzymanym ogrodzie – niemal z bajek:-)