Ostatnią już wycieczkę trasą szlaku XXV-Lecia rozpoczynam w Katowicach. Sprawnie docieram do Ochojca. Teraz czeka mnie chyba najmniej atrakcyjny fragment przejazdu przez osiedla Ochojec i Piotrowice. Droga dochodzi do szlaku kolejowego Katowice Bielsko-Biała, i tu… oczywiście brakuje znakowania. Po niewielkich perypetiach udaje mi się go odnaleźć w lesie po przejechaniu tunelem pod torami. Droga teraz wiedzie przyjemnie lasem.


Po przejechaniu przez DK 81 wkraczam z powrotem w las. Zaraz za ulicą przekraczamy tory kolejowe. Znów jadę wygodną drogą leśną. Przejeżdżam obok obelisku upamiętniającego mord na 38 Polakach dokonany przez hitlerowców w 1939 roku. Stąd szlak kieruje się na południe w stronę stawu Starganiec. Po minięciu zrujnowanego ośrodka szlak zmienia swój przebieg na kierunek północny. Na szlaku coraz więcej piachu. po pewnym czasie dojeżdżam do ostatnich zabudowań Starych Panewnik. Po przejechaniu przez dzielnicę szlak z powrotem wjeżdża w las, by po chwili wkroczyć na teren Rudy Śląskiej przy stawie. Tutaj skręcam w prawo, i wąską asfaltową droga jadę na wschód. Ścieżka skręca w lewo, i przez chwilę kluczy w księżycowym krajobrazie zalewisk pokopalnianych. Docieram do kolejnego już ośrodka „Czarny staw” Oczywiście jak wiele innych przed nim na tym szlaku – zrujnowanego. Dojeżdżam do drogi asfaltowej, i po chwili znów skręcam w prawo w las. Droga dociera do nasypu kolejowego Katowice – Zabrze. Wszystko byłoby fajne, gdyby nie fakt…. że według mapy…. szlak wiedzie na wprost! po dokładnym zlustrowaniu terenu decyduję się wdrapać na piaszczysty nasyp. Na górze nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać, gdyż nasyp z drugiej strony nasyp schodzi niemal bezpośrednio…. do wody. Poniżej nasypu znajduje się bowiem kolejne zalewisko pokopalniane. Na brzozie w środku jeziorka…. widnieje dumnie symbol zielonego szlaku, oraz tablica informacyjna mówiąca, iż znajdujemy się na terenie Zespołu przyrodniczo-krajobrazowego „Uroczysko Buczyna”. Z niemałym wysiłkiem przedzieram się na drugi brzeg jeziora. Warto było, gdyż las po drugiej stronie jest niezwykle klimatyczny, z wieloma starymi okazami buków. Obszar ten jest o tyle ciekawy, że należąc do Chorzowa, od tej strony nie ma dojazdu żadną droga publiczną. Od reszty miasta jest odcięty autostradą. Może to i dobrze, bo jest tu niezwykle spokojnie. Jadę raz z górki raz pod górkę, i dojeżdżam do węzła na autostradzie, który przybliża mnie z powrotem do Katowic. Jadę przez osiedle Witosa, po czym kładką nad torami i DTŚ przejeżdżam na stronę osiedla Tysiąclecia. Jadę wzdłuż stawu, i trochę kluczę między blokami, gdyż znaki są niemal niewidoczne. Trasa wiedzie wzdłuż bardzo interesującego architektonicznie kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Uzdrowienia Chorych.

Docieram do Parku Kultury i Wypoczynku. Tu jednak zabawa w chowanego z zielonymi znaczkami wcale nie dobiega końca, ba, nawet się rozkręca. Przez cały park jadę na czuja, co jakiś czas wyławiając jedynie znaki. Mijam stawy, planetarium, i wyjeżdżam z parku tuż obok wieży TV Katowice. Teraz kieruję się przez dzielnicę Bytków w kierunku centrum Siemianowic. Tam szlak wiedzie na przez Park Miejski, gdzie znajduje się zrujnowany pałac. Został on wybudowany przez ród Mieroszewskich w XVII wieku, należał później do Donnersmarcków. Obecnie jego stan jest bardzo kiepski, parę lat temu został sprzedany z nadzieją na rewitalizację. Po wyjeździe z parku szlak wiedzie do parku Pszczelnik. Przejeżdżamy jego obrzeżami, by potem wśród pól dotrzeć do Czeladzi. Mimo iż do końca szlaku pozostało mi raptem 20 km, postanawiam sobie końcówkę zostawić na następny raz, który niestety jak się okaże nie nastąpi już w tym roku…