Przejechaliście kiedyś pociągiem przez granicę za darmo? I to legalnie? Z biletem w ręku? W Zgorzelcu właśnie tak jest. Konduktor wciska Wam bezpłatny bilet bo przejazd przez Nysę Łużycką jest darmowy.

Bezpłatne nie jest już, oczywiście, podróżowanie wgłąb Niemiec czy Czech. Ale i tak jest śmiesznie tanie! Za całodzienne jeżdżenie po zachodniej części Saksonii i województwie libereckim zapłacicie „aż”… 25 zł. W tej cenie też pociągi i PKS i komunikacja miejska aż do Bolesławca i Zgorzelca włącznie (choć jak zwykle są wyjątki od reguły…). Przynajmniej taka cena obowiązuje Polaków. Bo Czesi płacą już odrobinę drożej, a Niemcy – znacznie drożej. A właściwie to nie zależy od Waszego obywatelstwa, a od miejsca zakupu. Szczegóły taryfowe oferty Euro Nysa znajdziecie bez problemu w Internecie. Jednak przyznacie, że oferta jest bardzo atrakcyjna. Sam przejazd pociągiem wąskotorowym w Niemczech równoważy już zakup całodniowego biletu.

Z biletem w portfelu udajemy się więc na przejażdżkę po Niemczech (i Czechach). Wysiadamy na dworcu w Goerlitz i czekamy prawie godzinę na pociąg w kierunku Żytawy (Zittau). Łukasz za niecałe 2 euro zamawia ogromne ciasto śliwkowe z kawą, a ja zwiedzam tramwajem okolice dworca.

Początek wycieczki

Wyznaczając granicę między NRD a Polską nikt nie brał pod uwagę infrastruktury, która została przedzielona przez granicę. Jadąc XIX-wieczną trasą kolejową między Zgorzelcem a Żytawą kilkukrotnie przekraczamy więc Nysę Łużycką. Nawet jedna z niemieckich stacji znajduje się po polskiej stronie. Kiedyś węzłowy dworzec obsługiwał także ruch do „polskiej” części Zgorzelca, Lubania i Bogatyni. Samo miasteczko Ostritz znajduje się zaś po zachodniej stronie Nysy. Za rzeką powstała jedynie stacja wraz z kilkoma zabudowaniami, które po wojnie nazwano Krzewiną Zgorzelecką.. Stację o tej samej nazwie wówczas zamknięto… Dopiero po podpisaniu układu zgorzeleckiego Ostritz „odzyskało” dworzec. Jeden peron był „dla Polaków”, a drugi „Nur fuer Deutsche”. Niemcy oczekiwali na pociąg za szlabanem. Krótko przed pociągiem pogranicznicy przeprowadzali ich przez kładkę na odpowiedni peron i odbierali przyjeżdżających. W 2000 r. Polacy zawiesili swój ruch pasażerski całkowicie (towarowy funkcjonuje z uwagi na kopalnie i wiele innych zakładów położonych w „Worku turoszowskim”) zaś niemiecki cieszy się całkiem zadowalającą frekwencją. Doszło więc do paradoksalnej sytuacji, że na stację kolejową w Polsce przyjeżdżają 2 niemieckie pociągi na godzinę i żaden polski… No i zaniedbany budynek dworcowy wystawia nam bardzo złe świadectwo 🙁

Po wyjeździe z Goerlitz mijaliśmy płaskie łąki, ale szybko krajobraz zmienia się na… górski. Za oknem pociągu rośnie na zboczu górski las. Nysa Łużycka zaś przypomina podkarpackie płytkie, szerokie rzeki. I przez to pustkowie pociąg dowozi nas do samej Żytawy.

Dworzec kolei wąskotorowej w Zittau

Tam jednak nie zabawimy długo, tylko zaraz przesiadamy się na autobus nr 6. Współpasażer już na przystanku stara się rozpoznać czy mówimy po czesku czy po polsku i zaraz próbuje rozpocząć konwersację. Autobus co rusz skręca w boczne ulice, w plątaninie których szybko tracimy orientację. Najważniejsze jednak, ze zawozi nas na miejsce – do Oybin. To spokojny, piękny kurort. Zadbana, klimatyczna zabudowa z parkiem z niewysokimi drzewami to idealne miejsce na odpoczynek z rodziną bądź klimatyczny, romantyczny wypad.

góry żytawskie

Dolina, w której powstał Oybin otoczona jest szczytami Gór Żytawskich. Niewysokie, ze szczytami poniżej 800 m n.p.m. są jednak rajem dla skałkowców. Wystarczy się tylko rozejrzeć na dole by przekonać się czemu. Ponad lasem z niektórych szczytów wyłaniają się piękne, niby niewielkie, ale strome skałki. Na jednej z nich stoi zamek. Zbudowany przez Karola IV Luksemburskiego by podkreślić czeskość tych ziem…

Do dziś jego ruiny wyglądają imponująco, choć chyba bardziej ze względu na położenie, a nie architekturę. Dojście do zamku prowadziło wąskimi przejściami między skałami co dla ewentualnych napastników musiało oznaczać utratę wiele swoich… Po krótkim spacerze po okolicy wracamy do Żytawy.

Udajemy się więc na dworzec wąskotorowy. Zadbany parowóz wjeżdża na stację. Ciągnie kilka wagonów, z których każdy wygląda inaczej. Są więc odkryte, kryte, jest restauracja… Zanim pociąg pojedzie w drogę powrotną wszyscy pasażerowie obserwują manewry związane z przestawieniem lokomotywy na drugi koniec składu. W końcu nie codziennie można oglądać parowóz… Sam dworzec nie dość, że zachował styl pasujący do czasów węgla i pary to zadbano o zachowanie i wyeksponowanie wielu urządzeń technicznych. (zresztą w Żytawie jest podobnie).

Nasz Oybin expres

Słońce grzeje, więc oczywiście wybieramy odkryty wagon. Podziwiamy widoki, przejazdy kolejowe, obserwujemy otoczenie robiąc mnóstwo zdjęć. Co więcej trasa wąskotorowej ciuchci obsługuje nie tylko odcinek między Żytawą a Oybin, ale także inny punkt wypadowy w góry – Jonsdorf. Trasy łączą się w Bertsdorf.

Niestety po wyjeździe z tej stacji wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń. Nie możemy wyjść z podziwu, że nikt nie kradnie tu miedzianych linek do obsługi rozjazdów… Pociąg wjeżdża do Żytawy najpierw po estakadzie obok budynków mieszkalnych, a następnie przejeżdżając przez… środek skrzyżowania. Oczywiście z kierowcami, próbującymi wyminąć barierki nikt nie ma problemu. Nie wysiadamy na „Głównym”, a wcześniej bo udamy się teraz z powrotem do Polski. Tym razem pieszo. Na stacji spoglądamy jeszcze na cennik. Okazuje się, że nasz przejazd wyceniono na 9 euro. Czyli więcej niż nasz całodniowy bilet…

A my idziemy w kierunku Polski. Żytawa to kolejne miasto położone bezpośrednio nad brzegiem rzeki, a co za tym idzie wyznaczenie granicy środkiem Nysy ograniczyło możliwości rozwoju miasta. Z drugiej zaś strony miasto nagle się urywa… granicą państwową. my zaś udajemy się na trójstyk polsko – niemiecko – czeski. Ale spokojnie – w Żytawie będziemy jeszcze za godzinę, czyli… w następnym odcinku 😉