Tytuł tej notki jest nieco przewrotny, bo poza nami żadnego turysty w Prizrenie nie zobaczyliśmy. Jednak biorąc pod uwagę położenie i zabytki tego miasta, można założyć, że gdy turyści zaczną znów częściej odwiedzać tę część Bałkanów, to zwiedzanie Prizrenu będzie jednym z ważniejszych miejsc na trasie wycieczki…

Z Prisztiny wyjeżdżamy wygodną dwupasmową drogą. Początkowo jedziemy powoli, zatrzymując się przy wielu sygnalizacjach, jednak im dalej od stolicy tym jakość drogi zaczyna się polepszać. Kilkanaście kilometrów od granic miasta pojawia się znak autostrady, i powiem szczerze, jesteśmy bardzo zaskoczeni. Autostrada wiedzie w kierunku Albanii i jest bardzo nowoczesna.

prizren01

Wygląda jakby została oddana do użytku wczoraj, zresztą to wrażenie jest potęgowane przez zupełny brak stacji benzynowych i miejsc odpoczynku. Jedzie się bardzo komfortowo, także kilkadziesiąt kilometrów mija w mgnieniu oka. Po godzinie jazdy zbliżamy się do pasma górskiego leżącego na południowym wschodzie. U jego stóp już widać miasto rozlewające się na położoną niżej równinę.

Gdy w końcu udaje się nam zaparkować samochód (niestety musieliśmy za tę przyjemność zapłacić) ruszamy zwiedzać. Początkowo miasto nie rzuca nas na kolana, ot typowy bałkański galimatias. Jednak już po chwili dochodzimy do bardziej turystycznej części. Przekraczamy most na rzece Bystricy, i w ciągu jednej minuty znajdujemy się w nieco innym świecie.

prizren02

prizren03

prizren04

Wita nas meczet Sinana Paszy, ze swoim smukłym minaretem. Wzdłuż rzeki stoją sklepiki i kawiarnie, w kawiarniach tłumy ludzi. Ale… Nie są to turyści. Większość osób to miejscowi. Wchodzę do meczetu. Chyba turyści naprawdę nie są tu zbyt częstym widokiem, bo jestem pozdrawiany przez kilku mężczyzn wychodzących ze środka. Bardzo to miłe 🙂

prizren28

prizren29

prizren05

Przy następnym zabytku – cerkwi św. Jerzego nie mam tyle szczęścia. Kościół, spalony w czasie rozruchów w 2004 roku jest pilnowany przez policję, która nie wpuszcza nikogo do środka. Co ciekawe – Asia będąc w tym miejscu pół godziny później zwiedza ten kościół razem z grupą żołnierzy KFOR. Wnętrze jest jednak mocno zniszczone.
prizren24
Kolejnym punktem zwiedzania jest zamek. Góruje on bardzo wysoko nad miastem, i aby tam się dostać potrzeba nieco wysiłku. Między zabudowaniami wspinam się do góry. W końcu dochodzę do końca zabudowy, i polną droga dochodzę od tyłu do zamku.

prizren08

prizren06

prizren10

Moja wspinaczka nagrodzona jest widokami na leżące na horyzoncie szczyty Szar Płaniny. Zamek… jest w budowie. W odróżnieniu od wczorajszych opuszczonych ruin, tutaj praca wre. Szumią betoniarki, skrzypią taczki, a mury wznoszą się do góry. Jestem bardzo ciekawy, czy ta (od)budowa to jakiś większy projekt czy tylko radosna kosowska twórczość mająca na celu przyciągnięcie turystów. Jedno trzeba przyznać. Widoki z zamkowych murów są naprawdę przednie. U naszych stóp spoczywa całe miasto. W oddali rozlegają się wezwania muezzinów na modlitwę. Siedzę dłuższą chwilę zanim zacznę schodzić z powrotem do miasta.

prizren07

prizren12

prizren11

prizren17

Moim celem są dwie położone na zboczach wzgórza cerkwie. Z opisów w internecie wiem, ze obydwie zostały poważnie uszkodzone podczas zamieszek z 2004 roku. Albańczycy spalili, bądź uszkodzili wówczas większość budynków i kościołów należących do Serbów. Po chwili dochodzę do pierwszej z nich – cerkwi Chrystusa Zbawiciela. Co ciekawe, drzwi do środka są uchylone. Jeszcze niedawno dostępu do murów broniła solida żelazna brama. Właśnie… murów. Z pięknej cerkwi zostały tylko mury. Dachem i sklepieniem świątyni w tym momencie jest tylko niebo, a w nielicznych zachowanych bocznych kaplicach freski całkowicie są przykryte warstwą sadzy z pożaru.

prizren13

prizren14

prizren18

prizren15

Opisu dojścia do kolejnej cerkwi – św Niedzieli praktycznie nie ma, gdyż przewodnik uparcie twierdzi że jest otoczona domostwami. Oczywiście ścieżka jest, i po chwili dochodzę na miejsce. Niestety maleńka kaplica jest zamknięta na cztery spusty.

prizren19

Stoi przy niej odziany w granatowy mundur kosowski policjant. Wymieniamy po angielsku kilka zdań, po czym schodzę z powrotem do miasta. Tym razem przechodzę przez najbardziej zrujnowaną część serbskiej dzielnicy. Wiele domów jest w tragicznym stanie, niemal nieruszonych od czasów wojny i zamieszek. Jeszcze sporo czasu upłynie, aż rany się zupełnie zabliźnią. I pomyśleć, że domy te stoją jakieś 100-150 metrów od turystycznego centrum. Robi to wstrząsające wrażenie.

prizren21

prizren20

Nie mija minuta marszu, i znów jestem w innym świecie. Gwaru, śmiechu nastolatków, aromatu kawy, szumu rzeki. Nic nie wskazuje na położone kilka pięter wyżej ślady wojny. Jedyne, co sugeruje, że konflikt jest ciągle aktualny, to nowe turystyczne tablice z wypisanymi atrakcjami, gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności oznaczenia serbskich cerkwi są wydrapane do żywego metalu. również niektóre z przejeżdżających samochodów nie mają tablic. To znak, że właścicielem jest Serb, który na znak protestu przeciw kosowskiej administracji jeździ bez tablic rejestracyjnych.

prizren22

prizren23

prizren25

prizren26
Na koniec wybieram się na króki spacer w górę rzeki. Słońce jednak chyli się ku zachodowi, i chłód szybko wygania mnie z powrotem do centrum. Wycieczkę kończymy na znakomitej kawie w jednej z licznych kawiarni.

prizren27