061 Psy na to sikały...Podczas naszych wypraw rowerowych z założenia nie chcieliśmy nocować na polach namiotowych – z racji ograniczonych funduszy. Planowaliśmy spać opisywaną dość szeroko 🙂 metodą „na gospodarza” i plan ten udał się niemal na całej linii. W ciągu całej wyprawy nocowaliśmy tylko dwa razy na campingu i to w zasadzie był to wybór a nie konieczność. Na całej trasie (z wyjątkiem Czech, chociaż tam też zdarzali się mili ludzie) nie mieliśmy żadnego problemu z rozbiciem namiotu na polu, łące, czy podwórku, a czasem zdarzało się nam nawet spać u jakichś sympatycznych miejscowych w domu, szopie, oborze lub domku letniskowym. Do tego jeszcze niekiedy dostawaliśmy kolację, śniadanie i prowiant na drogę. Jak to wyglądało w poszczególnych krajach, można przeczytać tutaj. W miarę możliwości opisuję tam również inne miejsca noclegowe, jak campingi czy hostele.