Opis wsi Novo Brdo w przewodniku nie był zbyt zachęcający. Kilka bloczków koszmarków, stare kopalnie… Ale było coś jeszcze. Zamek. Byliśmy spragnieni atrakcji turystycznych, więc długo nie trzeba było nas namawiać, chociaż Novo Brdo leżało już dobrych kilkanaście kilometrów dalej (w sumie około 35 kilometrów z Prisztiny). Jedziemy.

Po drodze mijamy sztuczne jezioro Badovc. Z daleka, gdy droga prowadzi jeszcze wysoko w górze prezentuje się bardzo ładnie, a szmaragdowa woda błyska między wzgórzami. Z bliska rzeczywistość zaczyna skrzeczeć. Gdy zatrzymaliśmy się na chwilę na jednym z postojów i próbowaliśmy zejść nad brzeg zaatakowały nas z każdej strony śmieci. Cóż, zetknęliśmy się już z informacją, że Kosowo nie wypracowało sobie jeszcze skutecznych sposobów na zbieranie odpadków… Jedyna pozytywna informacja to ta, że mój zderzak w magiczny sposób powrócił do swojej formy sprzed przygody w Janjevie 😉

kosowo3_02

kosowo3_01

kosowo3_03

Nawigacja prowadziła nas ochoczo do pewnego momentu, gdy nagle stwierdziła że jesteśmy na miejscu. Zamku ani widu ani słychu, więc jedziemy dalej na czuja. Gdy już zaczęliśmy wątpić, że jedziemy w dobrą stronę na jednym ze skrzyżowań pojawił się On. kosowo3_04Dumnie stojący na szczycie wzgórza, odznaczający się bielą wapiennych ścian od rosnących poniżej łąk. Jeszcze dwa kilometry jazdy wąską drogą (na szczęście asfaltową), i jesteśmy u podnóża wzgórza zamkowego. Stąd już widać, że zamek lata świetności miał jakieś kilkaset lat temu, i można go porównać do co najwyżej do jednej z warowni na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej. Niemniej jednak jego położenie na szczycie jednego z najwyższych wzgórz w okolicy do dzisiaj budzi respekt.
Jeszcze większy respekt wzbudziły widoczne w wielu miejscach czerwone tablice z herbem Kosowa, które ostrzegały iż jakiekolwiek próby czegokolwiek zostaną stłumione, ponieważ zamek i cała strefa jest protected by the protection which is protected by the protection itd. itp. Mając nadzieje na niezłamanie prawa ruszyliśmy dalej jeszcze węższą drogą, i po chwili zameldowaliśmy się na przełęczy. Tam zostawiliśmy samochód na pastwisku, i ruszyliśmy pieszo na szczyt wzgórza zamkowego. kosowo3_08

kosowo3_09

kosowo3_05

Zamek Novo Brdo powstał w początku XIV wieku, i jego powstanie było związane z jednym celem – ochroną leżących w pobliżu kopalń drogich minerałów. W okolicach zamku od wieków wydobywano złoto, srebro, a także żelazo i cynk. Położony na wzgórzu o wysokości ponad 1100 m n.p.m. zamek był strategiczna twierdzą broniącą bogactwa Serbii przed złupieniem. W XIV wieku po wielu walkach zamek został zdobyty przez Imperium Osmańskie. W późniejszych latach tracił na znaczeniu, a od połowy XVI wieku stawał się powoli opuszczony. Jak wiele zamków, podobnie zresztą jak w Polsce, kamień z którego był zbudowany służył przez kilka stuleci jako materiał budowlany dla domów w okolicznych wsiach. kosowo3_11

kosowo3_12

kosowo3_16

kosowo3_15

kosowo3_14Dzisiaj z rozległego zamku dolnego, i fortecy na czubku wzgórza zostało już tylko kilka murów z resztkami wieży. Wzgórze jest najwyższym punktem całej okolicy, i dookoła rozlega się wspaniała panorama. Widać stąd również pozostałości po kopalniach leżących całkiem niedaleko, i stąd nasz kolejny pomysł, aby zobaczyć co tam dzisiaj słychać. kosowo3_07

kosowo3_19
Schodząc ze szczytu oglądamy jeszcze ruiny budynków, które znajdowały się na podzamczu – świątyni,oraz cmentarza. kosowo3_23

kosowo3_24

kosowo3_26

Jak chwilę wcześniej pomyśleliśmy – tak zrobiliśmy. Po zejściu do przełęczy wsiadamy samochód, i jedziemy dwa kilometry dalej w stronę widocznych zabudowań kopalni. Gdy dojeżdżamy na miejsce okazuje się, że kopalnia ma swoją świetność dawno za sobą, najłagodniej mówiąc. kosowo3_27

kosowo3_28Ogrodzenie praktycznie nie istnieje. Im niżej schodzimy pojawia się więcej zabudowań – po jednej stronie za siatką straszą brudne szyby budynków biurowych, po drugiej baraki jakby przeznaczone dla pracowników. Wszędzie ani żywej duszy, atmosfera jak po wybuchu bomby atomowej. Naszą uwagę przyciąga zwiędnięty maszt flagowy z nieodłączną trójcą – czyli flagami UE, Kosowa i USA. Pod nimi granitowy obelisk z leżącymi poniżej plastikowymi kwiatami. kosowo3_29

kosowo3_30Asia niewiele myśląc przeskakuje ogrodzenie, żeby zobaczyć z bliska ów pomnik, ja zostaję na zewnątrz. Po chwili słyszymy przeciągłe eeeeejjjj. Gdy już oboje jesteśmy znów po tej samej stronie siatki podbiega do nas „ochroniarz”. Ma jakieś 50 lat, i górnicze pagony na bluzie munduru. Na szczęście nie ma broni. Po krótkiej chwili okazuje się, że jego pojawienie się tutaj spowodowane jest nie tyle chęcią ukarania nas za wtargnięcie na zagrodzony teren, lecz… chęcią porozmawiania. Na nasze wspólne nieszczęście okazuje się, że Pan nie włada żadnym językiem poza albańskim, co skutecznie kończy nasza rozmowę. Wracamy do samochodu, jednak przedtem skręcamy jeszcze w stronę widocznych ruin budynków kopalni. kosowo3_32

kosowo3_31Po wykonaniu kilku zdjęć okazuje się, że w miejscu gdzie myśleliśmy że nie ma żywego ducha jednak również rezyduje ochroniarz. Próbujemy z niego wydobyć kilka informacji na temat kopalni, jednak bariera językowa również robi swoje. Szkoda, bo dobrze byłoby znać chociażby przyczyny dla których zakład stoi pusty i zrujnowany. Po wszystkim okazuje się, że tutaj w ogóle nie wolno robić zdjęć 😛 Zasmuceni tym faktem opuszczamy teren zakładu, i przez symboliczną resztkę ogrodzenia wracamy do samochodu. Wracamy do Prisztiny w kierunku zachodzącego słońca. kosowo3_33

kosowo3_34

Po drodze czeka na nas jeszcze jedna atrakcja. Gdy jechaliśmy do zamku, naszą uwagę przyciągnęły billboardy wzdłuż trasy, na których znajdował się niedźwiedź, oraz zaproszenie do „Bear Sanctuary Pristina”. Zaintrygowani podążyliśmy za strzałkami. Pokierowały nas one w wąską drogę polną, i po przejechaniu dwóch kilometrów zameldowaliśmy się przy bramie. Na szczęście była jeszcze otwarta. Sanktuarium okazało się być rezerwatem dla kilkunastu niedźwiedzi brunatnych. kosowo3_35

kosowo3_36kosowo3_37Na kilkunastu hektarach żyją tu niedźwiedzie które zostały wykupione z niewoli, gdzie znajdowały się w klatkach umieszczonych w restauracjach lub cyrkach. Po zmianach przepisów o ochronie zwierząt na Bałkanach zostały wykupione od swoich oprawców przez fundację Four Paws, i teraz zażywają spokojnego żywota na przestronnych wybiegach. Dobrze, że chociaż tutaj zyskały nieco szczęśliwego życia. Takie historie odbudowują wiarę w ludzi 🙂