Babia Góra jest dobra na wszystko. Jeśli nie mam pomysłu na wycieczkę w góry, Królowa Niepogody jest zawsze po drodze. Niedaleko, ale pozwala poczuć smaczek wycieczki w wyższe partie gór. Ale kiedyś przychodzi taki moment, że wszystkie szlaki dojściowe na szlak są znane, chodzone po kilka razy. Jak więc zaplanować ciekawą i niebanalną dla siebie wycieczkę, gdy podstawowym wymogiem dla kuzyna Piotrka jest „idziemy na Babią”? Z pomocą przyszło niepozorne pasmo Jałowieckie.

Po zerknięciu na mapę wpadłem na pomysł dostania się na Markowe Szczawiny po całodniowej wycieczce. Samochód pozostawiliśmy na posesji u gospodarza w Wełczy. Stamtąd najpierw drogą asfaltową, a później polną dostaliśmy się do szlaku zielonego wiodącego z Zawoi Centrum na przełęcz Kolędówki. Ze szlaku było widać cel naszej wycieczki. Diablak wydawał się z tego miejsca odległy, i aż dziwnym wydawało się dojście tam w kilka godzin.

Pierwsze widoki

Niepokojem napawały nas także chmury, które zwieszały się coraz niżej. Od przełęczy Kolędówki idziemy dalej w kierunku Jałowca szlakiem żółtym. Początkowo niewielkie nachylenie zwiększa się.

Podejście pod Jałowiec

Widoki z Jałowca

Po niecałej godzinie marszu osiągamy szczyt Jałowca (1111 m n.p.m.). Wychodząc z lasu na polanę szczytową już wiedziałem, że dla tego widoku warto było iść dookoła 😉 Po lewej zaciągnięta chmurami Babia, na wprost masywne Pilsko, a na zachodzie widoczny Beskid Żywiecki aż po Rysiankę. Niestety, na rozległej panoramie widać też, jak od zachodu przesuwa się biała ściana deszczu. Chowamy się przed wiatrem do szałasu. Jemy drugie śniadanie, wyciągamy kurtki. Gdy decydujemy się na wyjście z zacisznego wnętrza zaczyna kropić.

babia04

No i pogoda się s...epsuła

Gdy dochodzimy znów do zielonego szlaku prowadzącego zboczami Czerniawy Suchej już pada całkiem przyzwoicie, a gdy schodzimy na przełęcz Klekociny leje i zacina już porządnie. Początkowo miałem w planach zatrzymać się i ogrzać w „Zygmuntówce”, ale dochodząc na przełęcz okazuje się, że nie ma żadnego oznakowania prowadzącego do schroniska. Wnioskujemy z tego, że turyści chyba nie są tam mile widziani. W strugach deszczu wchodzimy w stronę Hali Kamińskiego. gdy byliśmy na Jałowcu widać jeszcze było zarysy hali, gdy my dochodzimy do niej, widoczność to jakieś 5 metrów do przodu. Zero widoków. Nie zatrzymujemy się więc, ruszamy dalej.

W drodze na Halę Kamińskiego

Widoki na Hali Kamińskiego :P

Pocieszające jest to, że to już praktycznie koniec nużących podejść na dzisiaj. Schodzimy w kierunku przełęczy Jałowieckiej, i tutaj wreszcie zaczynamy mijać ludzi na szlaku. Deszcz przestaje padać i robi się troszkę przyjemniej. Przy wejściu do parku narodowego robimy krótki postój przy wiacie. Humory poprawia nam myśl, że schronisko jest całkiem niedaleko. Jeszcze tylko niewiele ponad godzina marszu Górnym Płajem i meldujemy się w schronisku. Gdy rozwiesiliśmy do wyschnięcia wszystkie rzeczy i posililiśmy się schroniskową fasolką po bretońsku okazuje się, że pogoda postanowiła się poprawić, i nawet gdzieniegdzie prześwieca słońce. Daje to nadzieję na dobrą pogodę jutro!

Początek perci Akademików

Na szczyt wyruszamy o ósmej rano. Niby pogoda jest lepsza, ale niebo jest nieco zachmurzone. Wchodzimy żółtym szlakiem. Na całej trasie mija nas tylko grupka młodzieży, która w ramach treningu wbiega na szczyt. Znikają tak szybko, że chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się, że na szczycie jesteśmy zupełnie sami. Pogoda nie nastraja pozytywnie.

Słynne łańcuchy ;)

... i nie mniej słynne klamry ;)

babia10

Co chwilę czuć nieśmiałe krople mżawki, które razem z wiatrem skutecznie zniechęcają nas do kontynuowania marszu (w planach było zejście do Zawoi przez Krowiarki a następnie Cyl Hali Śmietanowej). Tamtą trasę zostawiamy sobie na kolejną wycieczkę, a tym razem schodzimy klasycznie, przez Bronę i następnie zielonym szlakiem do Zawoi Markowej.

Na szczycie

Zdobywca

Schodzimy

babia14

Pożegnanie z Babią

Mimo że niepozorne, pasmo Jałowca jest godne polecenia, czy to na jednodniową wycieczkę, czy też naszym śladem jako dojście na Markowe Szczawiny. Polecam tę trasę szczególnie tym, których znużyły tłumy na wydeptanych beskidzkich ścieżkach.