Plan na kolejny dzień jest prosty – zobaczyć tyle, ile się da 😉 O poranku Istiklal Caddesi w niczym nie przypomina wczorajszej gwarnej ulicy. Jest pusta. Sprawnie docieramy w okolice przystani Karakoy, gdzie wsiadamy w nowoczesny tramwaj. Aby się do niego dostać należy przejść przez bramki podobne do tych w metrze odbijając swoja Istanbulkart. Po kilku przystankach docieramy do centrum dzielnicy Sultanahmet. Tu już nie ma spokoju. Grupy turystów przemieszczają się pomiędzy zabytkami. Odwiedzamy informacje turystyczną i kierujemy się do chyba najbardziej znanego stambulskiego zabytku – Hagii Sophii, zwanej po turecku Ayasofya.

Przed Ayasofyą

Przed Ayasofyą

UNESCOMimo wczesnej pory kolejka wychodzi już poza obręb murów. Ale w sumie szybko idzie, dlatego po 10 minutach jesteśmy wewnątrz. Niestety bazylika częściowo jest w remoncie, i niemal połowę świątyni zajmują rusztowania. Wchodzimy jednak cofając się nagle w czasie, przecież te mury mają niemal półtora tysiąca lat! Jednak o randze i historii nie świadczy bogaty wystrój i dekoracje. Wnętrze jest surowe, a zdarty tynk i brak farby na malowidłach świadczy, że to miejsce ma w sobie ślady niemal każdej burzy dziejowej, która przetoczyła się nad miastem. Wybudowana w 537 roku, już kilka lat później musiała być odbudowywana po zawaleniu się kopuły, która zresztą w późniejszych latach waliła się jeszcze kilkukrotnie. Niszczona była przez pożary, dewastowana przez chrześcijańskich rycerzy epoki wypraw krzyżowych, aż jej chrześcijański kres nadszedł w 1453 wraz ze zdobyciem Konstantynopola. Wnętrze wyłożono dywanami, wybudowano mihrab i minbar, a na zewnątrz wygląd wzbogacił się o cztery strzeliste minarety. Kolejną rewolucją w dziejach świątyni był rok 1934, kiedy to została pozbawiona funkcji religijnej i zamieniona decyzją Ataturka w muzeum, którym jest do dnia dzisiejszego. Budynek zwiedzamy najpierw z dołu, a następnie schodami wchodzimy na galerie znajdujące się po jednej i drugiej stronie. Zachowały się tutaj m.in. mozaiki, które zostały zagipsowane w czasie, gdy budynek pełnił funkcje meczetu.

stambul318

Po wyjściu z kościoła udajemy się do znajdujących się tuż obok Grobowców Pięciu Sułtanów. Znajdują się one po lewej stronie wychodząc z bazyliki. Za bramą możemy wejść do kilku niewielkich budynków, w których znajdują się przykryte zielonym suknem sarkofagi. Turystów tu jakby mniej, a wewnątrz możemy spotkać skupionych wiernych. Przy zwiedzaniu obowiązują nas zasady podobne do tych w meczecie: długie spodnie i zdjęcie obuwia przed wejściem do środka.

Gdy kończymy zwiedzanie Hagii Sofii jest już całkiem ciepło, czas więc na odwiedzenie kolejnej atrakcji antycznego Stambułu, czyli Cysterny Bazylikowej. Yerebatan Sarnıcı jest podziemnym zbiornikiem mogącym pomieścić 100 tysięcy ton wody. Zbudowana w VI wieku, przez wieki zapomniana jest dzisiaj atrakcją dla turystów z całego świata. Aby dostać się jednak do podziemnego świata trzeba odstać swoje w długiej kolejce. Przy wejściu okazuje się na dodatek, że wejście kosztuje o 10 TL (czyli 100% więcej), niż cena podawana w internecie. Wewnątrz jest dużo chłodniej niż ponad sklepieniem cysterny. Panuje dyskretny półmrok, w wodzie odbijają się podświetlone kolumny, pływają ryby, a z głośników sączy się relaksacyjna muzyka. Efekt psują jedynie rozmowy turystów.

W cysternie bazylikowej

W cysternie bazylikowej

Kolejnym miejscem które chcemy zwiedzić jest Błękitny Meczet, znajdujący się naprzeciwko Hagii Sofii, ale akurat trafiamy na czas, w którym meczet zamknięty jest dla zwiedzających z powodu modlitw. Ruszamy zatem w stronę Krytego Bazaru, ale tutaj również całujemy klamkę – bazar jest zamknięty w niedziele! Chyba mamy pecha. Straty rekompensuje nam wejście do meczetu Nuruosmaniye, który znajduje się tuż przed wejściem na Kryty Bazar. Robi na nas wrażenie nie tylko architekturą, ale przede wszystkim… brakiem ludzi. Jest to już jeden z tych meczetów, gdzie nie trzeba pilnować każdego wchodzącego, więc Mateusz po zapytaniu może wejść w krótkich spodenkach, nie ma barierek, a we wnętrzu jest może trzy osoby…
Siadając na dywanie w ciszy, aż nie chce się wychodzić dalej. Ale nie możemy spędzić tutaj całego popołudnia 😉 Idziemy więc dalej, chcąc dojść do meczetu Sulejmana Wspaniałego. Po chwili kluczenia uliczkami zjawiamy się jednak przy Nowym Meczecie, zaraz przy nabrzeżu Eminionu. Skoro tu więc jesteśmy wchodzimy do środka.

Po przeciwnej stronie placu znajduje się wejście na kolejny z bazarów – korzenny. Aby się dostać w stronę meczetu Sulejmana przeciskamy się wąskimi uliczkami. Meczet Sulejmana jest położony na wzgórzu, więc podchodząc trzeba się nieco spocić. Nasz wysiłek zostaje nagrodzony na górze, przy wejściu na teren meczetu kupujemy świeżo wyciskany sok z pomarańczy jedynie za 1 lirę!

stambul346

Meczet Sulejmana robi naprawdę niesamowite wrażenie. Mnogość kopuł i wieżyczek dodaje powagi potężnej bryle świątyni. Wewnątrz możemy podziwiać jedną z największych kopuł wśród meczetów Stambułu. Wnętrze ozdobione jest niezliczoną ilością kaligrafowanych inskrypcji, kafelków oraz fresków. Z meczetu wychodzimy na zachód, i trafiamy do zupełnie innego świata. Po zejściu ze schodów trafiamy na zrujnowaną uliczkę, gdzie biegają bose dzieci, a śmieci walają się dokoła. Schodzimy na dół starając się wybierać mniej slumsowate ulice. Nikt nas nie zabija, i żywi trafiamy na ulicę wiodącą wzdłuż nabrzeża Złotego Rogu. Wychodzimy na wprost baru, a że jest pora obiadowa, korzystamy z okazji i spędzamy chwilę przy kebabie z ayranem. Teraz wybieramy się nieco bardziej na północny zachód Stambułu. Znajduje się tam ciekawy punkt widokowy, do którego można dojechać kolejką linową. Co ciekawe na wzgórzu Pierre Loti, bo tak nazywa się to miejsce znajduje się jeden z stambulskich cmentarzy, a pośrodku niego znajduje się kawiarnia. Zanim jednak dotrzemy do kolejki skręcamy, jakby nam było mało na dzisiaj meczetów, aby zobaczyć meczet Sultan Eyup. Odbywa się tutaj coś, co w naszym kraju nazwalibyśmy odpustem. Do środka niemal trudno się przepchnąć. Po wejściu jestem zachwycony. Toczy się tutaj normalne życie, nikt nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi. Dorośli rozmawiają, lub się modlą, dzieci odbijają piłkę na środku meczetu. Ani grama skażenia turystyką 🙂

W meczecie Sultan Eyüp

W meczecie Sultan Eyüp

Do kolejki linowej zniechęca nas kolejka stojąca do wejścia. Stajemy na chwilę próbując szczęścia, jednak po chwili z zegarkiem w ręku przeliczamy, że dwuminutowa przejażdżka, to co najmniej półtorej godziny stania. Nie doceniliśmy siły stambulskiej niedzieli. Wychodzimy więc na nabrzeże, by złapać prom kursujący zygzakiem pomiędzy przystaniami po obu stronach Złotego Rogu. Wysiadamy w Eminionu i wracamy tramwajem do Sultanahmet. Niestety znów nie mamy szczęścia, i Błękitny Meczet jest już zamknięty. Idziemy więc do parku Gulhane, a następnie schodzimy na nabrzeże. Na brzegu Bosforu siedzi już sporo miejscowych, i ogląda czerwieniejącą od zachodzącego słońca azjatycką część miasta. Po zapadnięciu zmroku wracamy powoli do naszej dzielnicy oglądając zmieniające się kolory mostu nad Bosforem.

Nowy meczet po zachodzie słońca

Nowy meczet po zachodzie słońca