Rozmowa była krótka:

-Cześć Łukasz, czy nie chciałbyś się wybrać do Kosowa?
-Okej, kiedy jedziemy?

Na wyjazd, zwłaszcza tam, gdzie jeszcze nie byłem, nie trzeba mnie długo namawiać. Tym bardziej nie trzeba mnie namawiać, jeśli jest to miejsce, gdzie nie jeżdżą hordy barbarzyńców turystów zorganizowanych, a skojarzenia znajomych ograniczają się do trzech: wojna, siedziba światowej mafii i wycinanie nerek. Dopiero po chwili zacząłem się zastanawiać, co będziemy robić na miejscu. Przecież na Bałkanach jest tyle ciekawych miejsc, że zniczymniekojarzącesię Kosowo nie jest pierwszym, drugim, a nawet trzecim wyborem jadących na Bałkany.

Pretekstem do wyjazdu jak się okazało była wizyta u znajomej, która przez krótki czas pracowała właśnie w Kosowie, i pewnie gdyby nie to, pewnie nie zdecydowalibyśmy się tam jechać.
Jako środek transportu wybraliśmy samochód. Z kilku powodów: Po pierwsze: tanie linie nie latają do Prisztiny. Najsensowniejszy dolot do Kosowa to EasyJet z przesiadką w Bazylei, lub Wizzair z przesiadką np. w Dortmundzie do sąsiadującej z Kosowem Macedonii. Oba loty w cenie kilkuset złotych, więc decyzja była prosta. W cenie jednego biletu mieścił nam się koszt LPG w obie strony 😉 Po drugie -podróż samochodem na Bałkany to nie tylko miejsce docelowe – po drodze już na pierwszy rzut oka zobaczyłem tyle ciekawych miejsc do zwiedzania, że można byłoby z tego ułożyć z trzy konkurencyjne trasy przejazdu i zwiedzania.

Po wielu trudach, kompromisach i wyborze miejsc do zwiedzania nasza trasa została ustalona mniej-więcej jak poniżej:

1002667_10204287290534305_8495320934998485174_n

Jak widać na załączonym obrazku Google największe przeszkody przewidywał na terenie Polski 😛 Jak się okazało był niezłym prorokiem, ale o tym   napiszę w odpowiednim czasie.Trasa w rzeczywistości miała wyglądać inaczej ze względu na to, że mapa Googla nie uwzględnia granicy między Serbią i Kosowem. Nie mieliśmy czasu jechać aż do Skopje, i granicę serbsko-kosowską przekroczyliśmy na przejściu granicznym Merdare. W trakcie pobytu w Prisztinie zmieniła nam się również koncepcja powrotu, i zrezygnowaliśmy z Albanii na rzecz przejazdu przez Czarnogórę. Ale do rzeczy…