Jest poniedziałek, dzisiaj jesteśmy już „skazani” na samych siebie i przewodnik. Nie przeraża nas to zbytnio. Co prawda nasz przewodnik Bradta nie jest przesadnie wylewny jeśli chodzi o opis atrakcji, zwłaszcza leżących niedaleko od stolicy, ale planujemy trochę puścić ten dzień „na żywioł”. Całe szczęście że mamy do dyspozycji samochód, jak się okaże będzie on niezbędny w wyszukiwaniu ciekawostek…

UNESCONaszym pierwszym, dość oczywistym celem zwiedzania jest mieszcząca się 10 kilometrów od Prisztiny Gračanica. Jest to kolejna miejscowość zamieszkała przez mniejszość serbską. Miejsce to jest znane przede wszystkim z monastyru prawosławnego, jednego z najcenniejszych zabytków serbskiego prawosławia. Znajduje się on od 2006 roku na liście UNESCO, przez zawirowania polityczne w regionie został również wpisany na listę zagrożonych zabytków. Jak łatwo się domyślić, podczas wojny w Kosowie miejsce to, jako jedno z najważniejszych dla Serbów stanowiło arenę licznych sporów i walk. Efektem tego były ucieczki i wypędzenia części zamieszkującej tu ludności serbskiej. Sam klasztor dzięki wysiłkom żołnierzy na szczęście nie podzielił losu innych serbskich cerkwi w regionie i przetrwał w nienaruszonym stanie. Obecnie jest tutaj spokojnie. Czas leczy rany, a zwaśnione nacje próbują na nowo współpracować.

Serbowie witają w Gracanicy

Serbowie witają w Gracanicy

Podobnie jak w Velkej Hocy, w centralnym miejscu miasteczka, na środku ronda wita nas gigantyczna serbska flaga. Po drugiej stronie ronda widzimy wysoki mur, który oddziela miasto od terenów monastyru. Na jego szczycie widać zwoje drutu kolczastego. Dzisiaj jest tu spokojnie, ale ten widok przypomina nam o burzliwej niedawnej historii. Wzdłuż muru dochodzimy do drewnianej bramy. Jeszcze jakiś czas temu trzeba było przy wejściu na teren klasztoru wylegitymować się odpowiednim dokumentem, dzisiaj udaje nam się wejść bez przeszkód.

Brama wejściowa do monastyru

Brama wejściowa do monastyru

Po przekroczeniu bramy w centralnym punkcie rozległego trawiastego placu widzimy jasny budynek cerkwi wykonany z ciosanego kamienia. Sama cerkiew powstała w 1321 roku, ufundowana przez serbskiego króla Milutina, ale historia tego miejsca sięga aż VI wieku, gdy został wybudowana tutaj chrześcijańska trzynawowa bazylika. Na jej ruinach został wzniesiony kolejny kościół w XII wieku, na którego z kolei ruinach została zbudowana stojąca do dzisiaj cerkiew.

Cerkiew Wniebowzięcia NMP w Gracanicy

Cerkiew Wniebowzięcia NMP w Gracanicy

kosowo2_10

Wchodzimy do wnętrza. Przedsionek cerkwi jest jasny, oświetla go słońce wpadające przez duże pionowe okna. Na ścianach podziwiamy freski przestawiające sceny biblijne, jak również postaci historyczne z czasów powstania cerkwi.

Fresk chrztu Chrystusa w prawej nawie przedsionka cerkwi.

Fresk chrztu Chrystusa w prawej nawie przedsionka cerkwi.

Przedsionek cerkwi

Przedsionek cerkwi

kosowo2_06

W środku cerkwi panuje półmrok, a słońce wpada jedynie przez niewielkie okna. Wszystkie ściany cerkwi przyozdobione są freskami. Niestety oprócz siedzącego w głębi zakonnika wewnątrz krząta się również mniszka, gdy orientuje się, że wykonaliśmy kilka zdjęć natychmiast podchodzi do nas z zaklęciem „No photo”. Przyznaję, że żadnego zakazu na zewnątrz nie widzieliśmy, profilaktycznie jednak chowamy aparaty, nie chcąc się znaleźć w zasięgu miotły. Przez dłuższą chwilę siedzę wewnątrz, i chłonę spokój tam panujący.

Wewnątrz cerkwi

Wewnątrz cerkwi

kosowo2_03

Po zaspokojeniu potrzeb duchowych postanawiamy zaspokoić również i cielesne. Postanawiamy znaleźć polecaną nam wczoraj restaurację „Etno Kuca”. Gdyby nie drogowskaz, który mignął nam w lusterku, gdy wjeżdżaliśmy do miasta, chyba nie mielibyśmy szans na znalezienie tej skądinąd uroczej knajpki. Aby do niej trafić należy bowiem przejść kilkaset metrów wśród pól. W czasie spaceru towarzyszyły nam takie oto widoki:

Restauracja okazała się naprawdę niezła, a do tego całkiem tania. Spędziliśmy tam godzinkę przy pysznej kawie po turecku oraz innych pysznościach, i tak posileni ruszyliśmy dalej. Nasz przewodnik Bradta podpowiadał nam w okolicy jeszcze dwa miejsca. Pierwszym z nich było Janjevo.

Opisane w przewodniku jako całkiem ładne miasteczko, szerzej znane jest z innego powodu. Otóż do całkiem niedawna było małą ojczyzną całkiem sporej mniejszości… chorwackiej. Otóż Chorwaci przybyli na te tereny z okolic Dubrownika w XIV wieku. Przez setki lat, mimo że dookoła zamieszkiwały i rządziły inne nacje, zdołali utrzymać swoje tradycje oraz wiarę katolicką. Ich społeczność zyskała nazwę Janjevci. Po wielu wiekach pokojowego współistnienia, po II wojnie światowej zaczęły nasilać się problemy narodowościowe. Coraz więcej mieszkańców Janjeva decydowało się przesiedlać na obszary Chorwacji. Apogeum przypadło na lata ’90 XX wieku, i z kilkutysięcznej chorwackiej populacji obecnie pozostało we wsi zaledwie około 350 osób.

Janjevo leży zaledwie kilka kilometrów od Gracanicy, więc postanowiliśmy tam zajrzeć na chwilę. Wstępem i zapowiedzią do zwiedzania tego miejsca był remont drogi. Na dwa kilometry przed miastem okazało się, że z głównej drogi został zerwany asfalt. Ale co to dla naszego bolidu. Jedziemy. Droga stawała się coraz gorszej jakości, pojawiły się pierwsze domy. Im dalej, tym droga stawała się węższa, domów więcej, zrujnowanych domów jeszcze więcej, a na ulicach pojawili się tubylcy.

kosowo2_18

kosowo2_19

kosowo2_20

Jako że natura nie lubi próżni, do domów opuszczonych przez Chorwatów wprowadzili się nowi mieszkańcy. Dużą część stanowili Albańczycy, ale całkiem sporą część wsi zaludnili Romowie, znani w Kosowie jako Aszkali. W pewnym momencie dojechaliśmy do placu, z którego w górę biegły tylko wąskie uliczki. Miejscowi przyglądali się nam bacznie 😉 Szybki rzut okiem wystarczył nam, by stwierdzić, że tutaj samochodu raczej nie zostawimy, więc zdecydowaliśmy się zawrócić. Jako, że było wąsko, a mnie zaczęło się dziwnie spieszyć, Skoda otrzymała pamiątkę po wizycie w tym miejscu w postaci wgniecenia zderzaka. Zostawiliśmy samochód nieco dalej, i ruszyliśmy na rekonesans po miasteczku. W oddali widać wieżę kościoła katolickiego pod wezwaniem św. Mikołaja.

kosowo2_21

Miejscowość faktycznie jest ładnie położona w dolinie. Gdyby nie problemy narodowościowe ostatnich dwudziestu lat, okolica ta miałaby potencjał aby stać się choćby bazą turystyki podmiejskiej dla Prisztiny, czy agroturystyki. Na razie jednak przed mieszkańcami wiele do zrobienia.

kosowo2_22

kosowo2_23

kosowo2_24

Po krótkim spacerze decydujemy się wrócić do samochodu, i ruszać w dalszą drogę. Przed nami – zwiedzanie zamku!