Dwa zamki, strażnica, pałac, okopy z I wojny światowej, rezerwat przyrody, cmentarze wojenne, kościoły, skały, źródła Warty i Czarnej Przemszy, a to wszystko… w ciągu jednej pięćdziesięciokilometrowej wycieczki. Zapraszam na Jurę!

Wycieczkę rozpoczynamy w Ogrodzieńcu. Okazuje się, że znalezienie miejsca parkingowego w Podzamczu w pogodny dzień wcale nie jest łatwe, a niemal wszystkie parkingi są płatne. Warto przemyśleć zatem pozostawienie samochodu właśnie w Ogrodzieńcu – np. w okolicach Biedronki. Szybko rozpakowujemy rowery i ruszamy. Okolice zamku mocno się zmieniły, i są mocno jarmarczne. Przeciskamy się przez tłumy, i spod wejścia głównego do zamku jedziemy w lewo. Niebieski Szlak Warowni Jurajskich wiedzie tutaj razem z czerwonym jurajskim szlakiem rowerowym.

Za zamkiem w Ogrodzieńcu

Wiosenny rowerowy raj

Najpierw przez pola, potem piaszczystym zjazdem przez las dojeżdżamy do Ryczowa Kolonii. Stamtąd już częściowo asfaltowa droga prowadzi do części Ryczowa zwanej Złożyńskim Końcem.

Podjazd do Ryczowa

I odpowiadający mu zjazd 😉

Studnia w centrum Ryczowa.

Tutaj warto odwiedzić warownię, schowaną nieco wśród sosnowego lasu. Niestety do naszych czasów z niewielkiej warowni zostały tylko niewielkie resztki murów położone na wysokiej, niedostępnej skale.

Warownia w Ryczowie

Po odpoczynku odnajdujemy czarny szlak (w tym celu chyba najlepiej wrócić do asfaltu i podążyć kilkaset metrów w stronę centrum wioski). Szeroka, piaszczysta droga wiedzie w stronę rezerwatu leśnego „Ruskie Góry”.

Rower nurza się w zieloność, trochę w piachu brodzi…

W Ruskich Górach

Sam rezerwat jest malowniczy, ostańce widoczne ze ścieżki otoczone są gęstym lasem bukowym. Niestety rezerwat jest ścisły, i możemy go podziwiać tylko ze ścieżki wiodącej granicą obszaru chronionego.

Przekraczamy szosę asfaltową, a następnie ponownie wkraczamy w las, gdzie przez Góry Bydlińskie kierujemy się w stronę Smolenia. Jest to najbardziej przyjemny odcinek szlaku. Niestety, miły podjazd został kompletnie rozjechany przez leśników szkodników leśnych, sprawiając, że z pięknej ścieżki zostało pobojowisko… Czeka nas tutaj kilka podjazdów, ale oczywiście gdzie jest podjazd, tam musi być i zjazd, ostatnie są już nawet „zjeżdżalne”.

Główny. Szlak. Rowerowy. Aha.

Na jednym ze zjazdów po lewej stronie mijamy obelisk upamiętniający stacjonowanie w tym miejscu oddziału partyzantów w czasie II Wojny światowej. Warto też zapoznać się z innymi tablicami opisującymi przebieg jednej z bitew jesienią 1914 roku. Wprawne oko w lesie może dostrzec ślady okopów.

Tablica przy dawnej leśniczówce Psiarskie

W okolicach nieistniejącej leśniczówki Psiarskie znajdujemy wiatę, przy której można odpocząć. Po wyjeździe z lasu przemieszczamy się doliną Wodącej. Po prawej stronie podziwiać możemy między innymi skałę Biśnik, która jest ciekawym terenem wspinaczkowym i speleologicznym.

A to jest moje pole, i żadna droga mi nie będzie bruździć!

W okolicach skały Biśnik

Skała Biśnik

Dojeżdżamy do asfaltu i kierujemy się w stronę zamku w Smoleniu. Tutaj czeka mnie nieprzyjemne zderzenie z bolesną rzeczywistością – wstęp do ruin zamku jest płatny. Z sentymentem wspominam czasy, gdy ruiny zamków jurajskich były zostawione w świętym spokoju i nie były opodatkowane wstępem ani co gorsza odbudowywane…

Ze Smolenia szlak wiedzie krótkim nieprzyjemnym zjazdem, lepiej więc wykorzystać drogę wojewódzką numer 794 która zawiedzie nas do Pilicy. Tam przy rynku czas na krótki odpoczynek.

Gdy byłem tu parę lat temu, to tego średniowiecznego ratusza tu nie było….

Po krótkiej przejażdżce po mieście docieramy do pałacu, który teoretycznie jest ternem prywatnym, ale nikt nie robi nam nieprzyjemności z powodu krótkiego spaceru po parku. Sama historia pałacu jest bardzo ciekawa, i zakończona niestety problemami własnościowymi w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, gdy na krótko jego właścicielem stała się milionerka Barbara Piasecka Johnson.

Z Pilicy wyjeżdżamy w kierunku Ogrodzieńca, jednak warto to zrobić znów nie drogą asfaltową, lecz szlakiem wiodącym wpierw koło kościoła św. Jana Chrzciciela. Mijamy tu resztki olbrzymich starych murów zamkowych, a olbrzymi zachowany bastion przypomina nieco ten jasnogórski.

Od dawnego wjazdu na teren zamku w stronę głównej drogi wiedzie zapomniana nieco wysadzana drzewami aleja. Na jej końcu przy głównej drodze warto zatrzymać się przy niewielkim cmentarzyku żołnierzy z pierwszej wojny światowej. Nie jest on tak efektowny jak te znajdujące się w Beskidzie Niskim, jednak warto zatrzymać się i oddać hołd tym, którzy zginęli w toczących się tutaj bitwach kampanii 1914 roku.

Dalej kierujemy się w stronę Giebła. Stojący obok naszej trasy kościół ma swoje początki w XII wieku, jednak na początku XX wieku został mocno przebudowany i stracił nieco romański charakter. Wygodną boczną asfaltową drogę przez Żerkowice dojeżdżamy do Skarżyc. Przed wsią skręcamy w prawo polną drogę aby dotrzeć do ostatniego już naszego dzisiejszego celu jakim jest skała Okiennik.

Widok z okolic Okiennika

Po krótkim odpoczynku w cieniu wiszącej skały udajemy się w drogę powrotną. Dość ostry podjazd na trasie zielonego szlaku wiedzie w stronę Kromołowa. Gdy odwrócimy się odpoczywając na szczycie wzniesienia, zobaczymy doskonałą panoramę Okiennika. Dojeżdżamy do centrum Kromołowa. W niepozornej kapliczce na środku skrzyżowania w centrum dzielnicy znajdują się źródła trzeciej co do wielkości polskiej rzeki – Warty. Geograficznie jest to bardzo ciekawy teren, bo nasza trasa prowadzi teraz do Bzowa, gdzie znajdują się źródła Czarnej Przemszy, która jest już dopływem Wisły. Przejeżdżając przez szczyt wzniesienia miedzy tymi dzielnicami Zawiercia przekraczamy jednocześnie główny wododział Polski. Nieco poniżej, odległość między tymi dwoma rzekami wynosi jedynie kilkaset metrów!

Geograficzny Bzik. Szukamy wododziału 😉

Źródła Warty

Źródła Czarnej Przemszy

W Bzowie podziwiam źródła Czarnej Przemszy, które są już nieco bardziej naturalne niż źródła Warty, i zajmują niewielkie zagłębienie z jeziorkiem. Z Bzowa już tylko parę kilometrów jazdy polami dzieli nas od dotarcia do mety naszej wycieczki w Podzamczu lub Ogrodzieńcu.